Schabowy albo śmierć

Miejsce na reklamę

Tu jest miejsce na twoją reklamę.
Print Friendly, PDF & Email

 

 

Dawno, bardzo dawno temu, odbywałem praktykę studencką 12km od Nowego Tomyśla na ziemi wielkopolskiej. Cały tydzień jadłem płatki owsiane z mlekiem, ze względu na niedostatek finansów oraz konieczność ich oszczędzania na sobotę. W sobotę ruszyłem na przechadzkę do Nowego Tomyśla i tam fundowałem sobie schaboszczaka z kartofelkami i kapustą.

Ta celebracja zapadła mi w umysł na całe życie. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że krowa jest tak skonstruowana, że wydziela najwięcej CO2 w gospodarstwie rolnym, do produkcji 1kg wołowiny potrzeba 15 tysięcy litrów wody, a jedno drzewo musi pracować, żeby pochłonąć ilość dwutlenku węgla, powstającą przy wyhodowaniu 1kg wieprzowiny.

Schabowy jest dobrem narodowym i dla Polaków, którzy z różnych powodów opuścili krainę nad Wisłą nie ulega zapomnieniu i wywołuje głęboko patriotyczne uczucia. Można sobie wyobrazić, zę władza zakazuje narodowi wstępu do lasu, ale nie jest możliwe, żeby wniosła na sztandary ograniczenie spożywania schabowego. Przynajmniej do czasu, aż wegetarianie i weganie w naturalny sposób nie wyeliminują mięsożerców. Każda partia bez względu na ideologię, zabarwienia i bezczelność, która weszłaby w konflikt ze schabowym, miałaby przechlapane do imentu i niepochlebny zapis w historii narodu.

Tak się jednak składa, że, żeby ratować klimat na naszej planecie trzeba się będzie zderzyć z tym i owym w procesie kształtowania Nowego Zielonego Ładu. Na razie nie ma sprawy, bo dzięki pandemii inne problemy ziomków trafiły o politycznych zamrażarek. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Obywatele na przykład przeczuwają, że z energią może być niekomfortowo, na razie tylko drożeje i coraz więcej ludzi, we własnym zakresie, stara się zabezpieczyć. Zmuszanie słońca i wiatru, żeby nam dostarczały energię, w wydaniu partyzanckim jest chwalebne, ale stabilizacji nie zapewnia. Na razie jest tak, że kto wyprodukowań sobie sam energię, jak ma nadmiar to ją odsyła do sieci, a jak mu brakuje, to pobiera ją z systemu czyli od centralnego dystrybutora. Taką manufakturą jest możliwa do czasu. Prędzej niż byśmy sobie życzyli stanie sprawa magazynowania energii na skalę państwową. To są nie tylko problemy technologii, jeszcze w powijakach na całym świecie, ale i gigantyczne nakłady finansowe, które przewidzieć trzeba w naszym zielonym ładzie.

Niechlubne pierwszeństwo kombinatu Bełchatów w Europie pod względem emisji CO2 regularnie trafia na łamy komunikatorów. Na dalszy plan zepchnięte zostały huty. Czas, kiedy Huta Katowice, największa inwestycja epoki cementu i stali, obecna w mediach jak dziś COVID-19, należą do przeszłości. Nie zmienia to faktu, że ochrona klimatu za Ziemi spowoduje… zwiększenia zapotrzebowania na stal. Coraz większe farmy wiatrowe, z coraz wyższymi wiatrakami nakręcą rynek stali – to pewne. Aktualnie sprostać rosnącym wymogom jest tylko Państwo Środka. Kolejkę do producentów stali w Chinach trzeba będzie zaklepać. Kłopot polega na tym, że stalownie po kopalniach węgla brunatnego są wielkim emitentem gazów cieplarnianych.

Wracając na poletko schaboszczaka. Z jednego hektara pola obsianego pszenicą można otrzymać rocznie 250kg czystego białka. Z hektara pastwiska otrzymujemy tylko 10kg białka w postaci wołowiny. Kiedyś, w czasach słusznie minionych gościłem kolegę z USA. Co to za kraj, nie mógł się nadziwić, w którym nie ma hamburgerów. W pełni się z nim zgadzam. Nawyki to jest druga natura. I przyjdzie tę okoliczność ogarnąć w ratowaniu klimatu na najpiękniejszym ze światów

Póki co, jak mawiają Rosjanie: schaboszczak albo w…ć.

Jerzy Dzięciołowski

 

Polub nas i obserwuj

Tu też jest miejsce na twoją reklamę

Porozum się z redakcją!