Irena Dryll: Na konferencjach i seminariach…

Miejsce na reklamę

Tu jest miejsce na twoją reklamę.
Print Friendly, PDF & Email

–  o ekonomii; gospodarce i polityce gospodarczej

26.10.2017 – w siedzibie Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego w Warszawie w ramach konwersatorium „Czwartki ekonomistów” odbyła się debata „Nowy pragmatyzm kontra nowy nacjonalizm”.

Podstawą stała się książka pod tym tytułem profesorów Akademii Leona Koźmińskiego – Grzegorza W. Kołodki i Andrzeja K. Koźmińskiego, którzy uczestniczyli w spotkaniu. – To książka ku przestrodze, pokazuje co się popsuło w świecie i czego się bać – powiedziała otwierając debatę prof. Elżbieta Mączyńska, prezes PTE, pokazuje następstwa tego co robimy i jak sprawić, by do niech nie doszło. Stąd koncepcja nowego pragmatyzmu przedstawiona w zaprezentowanej książce-rozmowie obu naukowców. „Zdecydowaliśmy się – czytamy we wstępie – na opublikowanie tej dyskusji ponieważ sądzimy, że obowiązkiem intelektualistów jest prezentowanie na szerszym forum publicznych ostrzegawczych prognoz i refleksji nad procesami, których dynamika nieoczekiwanie przyśpiesza. Takim właśnie procesem jest narastająca w skali globalnej fala nacjonalizmów. Przyjęliśmy określenie „nowy nacjonalizm”, ponieważ mamy do czynienia ze swoistym Odrodzeniem, w nowych warunkach, agresywnych postaw, poglądów i polityki, która wydawałoby się, wygasła już raz na zawsze po strasznych doświadczeniach dwóch wojen światowych. (…) Jedną z najważniejszych sił napędzających bezmiar ówczesnych cierpień były nacjonalizmy, często obłąkane i fanatyczne, które legły u podłoża konfliktów i dostarczały im paliwa. Wydawało się, że to paliwo się zużyło, a tymczasem pojawia się znowu w wielu miejscach świata. Czy nacjonalizm stanie się ponownie zarzewiem pożaru? Jak można go pokonać? W tym kontekście dyskutujemy zwłaszcza o nowym pragmatyzmie, który w sposób oczywisty jawi się jako przeciwwaga nie tylko dla nowego nacjonalizmu, lecz także neoliberalizmu, którego niepowodzenie w znacznej merze przyczyniło się do pojawienia się nowego nacjonalizmu.”

Nowy nacjonalizm jest bękartem neoliberalizmu – dowodził prof. Kołodko. – Między nami jest spora różnica zdań. W naszych sporach staraliśmy się wyważyć szanse nowego pragmatyzmu w konfrontacji z nowym nacjonalizmem – mówił prof. Koźmiński. Nowy pragmatyzm obaj naukowcy rozumieją jako eklektyczną doktrynę i praktykę polityki społeczno-gospodarczej. Polega ona na wykorzystaniu twórczej energii procesów w globalizacji i niwelowaniu tworzonych przez nią zagrożeń. Jest to więc sposób naukowej refleksji nad gospodarką i społeczeństwem oraz związana z nią linia polityki społeczno-gospodarczej. Pozostaje ona – ich zdaniem – w opozycji zarówno do neoliberalizmu, jak i do kapitalizmu państwowego czy neosocjalistycznych eksperymentów. Podczas debaty w PTE prof. Koźmiński odniósł się do wystąpienia swojego adwersarza: – Prof. Kołodko mówi o nowym pragmatyzmie jako o doktrynie, która pozwoli ten świat uporządkować. Moim zdaniem nie da się, ludzie będą trzeźwieć, ale – jak to dosadnie ujął – w rynsztoku, po uderzeniu głową w latarnię. Mimo wszystko trzeba racjonalne pomysły, a takim jest nowy pragmatyzm, promować. W pełni jesteśmy zgodni co do tego, że ludzkość wchodzi w kolejny okres turbulencji i wielkiej przemiany. – Panowie różnią się poziomem optymizmu – skomentowała tę wypowiedź prof. Mączyńska. W dyskusji zastanawiano się czy w zagrożonym nacjonalizmem świecie utrzymamy zdobycze naszej cywilizacji, czy i w jakim stopniu nowy pragmatyzm i ekonomia umiaru, którą lansuje prof. Kołodko będą temu sprzyjać.

Jego zdaniem jesteśmy już w poPKBowskiej gospodarce. Ta nowa rzeczywistość wymaga poPKBowskiej torii ekonomii i opierających się na niej polityki wzrostu produkcji i strategii rozwoju społeczno-gospodarczego. Nie ma szans by stworzyć dziś jedną, zwartą teorię ekonomiczną. Nowy pragmatyzm odpowiada na tę poPKBowską rzeczywistość i gospodarkę, a tradycyjne szkoły ekonomii do tej pory nie potrafiły wyzbyć się gorsetu gospodarki skoncentrowanej na PKB. Prof. Koźmiński przypomniał (o czym szerzej w książce), że w Akademii Leona Koźmińskiego od paru lat prowadzi się badania złożonego wskaźnika rozwoju społeczno-gospodarczego, który obejmuje 45 szczegółowych indeksów. Ten systematyczny wskaźnik równowagi społeczno-gospodarczej (ALK) przez pewien czas był dość silnie skorelowany ze wzrostem PKB, od kilku lat natomiast PKB idzie do góry a wskaźnik ALK schodzi w dół. Przyczyna tego „rozjazdu” – tłumaczył prof. Koźmiński – leży po stronie oczekiwań na przyszłość, za spadek syntetycznego wskaźnika odpowiada wyrażany przez ludzi niepokój związany z przyszłością (jedna z kategorii składowych wskaźnika dotyczy oczekiwań na przyszłość). Z badań związanych z tworzeniem wskaźnika wynika, że ludzie byli w miarę zadowoleni co mają, natomiast są bardzo zaniepokojeni tym, co będzie w przyszłości. – A kiedy ten wskaźnik zaczyna się rozjeżdżać to cały system społeczno-polityczny traci równowagę i zaczyna być mniej sterowalny. Według prof. Kołodki nie da się tej równowagi osiągnąć bez – wspomnianej wyżej – ekonomii umiaru, dostosowania strumieni – ludzkich, finansowych, rzeczowych – do wymogu zachowania dynamicznej równowagi.

Otacza nas gospodarka permanentnej nierównowagi – nierównowaga dochodowa, brak spójności społecznej, nieodnawialność zasobów, nieracjonalność działań, nieuczciwość – zostały za to ukarane największe banki świata itp. – Pojawił się nacjonalizm, którego nie lekceważę, ale nad tym można zapanować – dowodził prof. Kołodko. Stąd wymóg restrukturyzacji gospodarki światowej. – Nie załatwi to sprawy. Po Macronie pojawi się Le Pen, także Chiny pachną nacjonalistycznym zadęciem – prognozował prof. Koźmiński. I odpowiedzi na pytanie: co się stało?, szukał w globalizacji, wygrali na niej najbogatsi i najbiedniejsi. Natomiast klasa średnia straciła na prestiżu i dochodzie (np.. brytyjska rodzina ma obecnie dochody mniejsze niż kilka lat temu o 10%). To niezadowolenie klasy średniej będzie się pogłębiało, rozpada się podstawowa tkanka społeczeństwa kapitalistycznego. Klasa średnia doszła do wniosku, że elity ją zdradziły – dowodził profesor. To zdradzona klasa.

W dyskusji jedni bardziej podzielali uspokajające opinie prof. Kołodki, inni – bardziej zatroskani i przerażeni – przewidywaniami prof. Koźmińskiego. Prof. Maciej Bałtowski natomiast chwalił książkę za to, że nie jest „zaściankowa” i „przaśna”, przez 30 lat wszelkie debaty i publikacje oscylowały wokół Polski i jej sytuacji. – Tak, staraliśmy się nie być policentryczni – podzielił ten pogląd prof. Koźmiński. To jest książka o świecie.

27.10.2017 – w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie odbyła się Debata wicepremierów 2017. Obecni i byli politycy dyskutowali o aktualnym stanie polskiej gospodarki, jej szansach rozwojowych i zagrożeniach. Czy doskonałe wyniki polskiej gospodarki to cud czy skuteczna polityka? Jakie są największe zagrożenia dla dalszego rozwoju? Co nam da wejście do grupy krajów rozwiniętych? Uczestniczyli w debacie: Mateusz Morawiecki, wicepremier, Minister Finansów i Rozwoju oraz ministrowie finansów i gospodarki, wicepremierzy rządów po 1989 r.: Marek Belka, Marek Borowski, Henryk Goryszewski, Waldemar Pawlak, Janusz Piechociński, Janusz Steinhoff. Gospodarzem spotkania był prof. Grzegorz Kołodko, który czterokrotnie pełnił funkcje wicepremiera i ministra finansów (prowadził takie samo spotkanie rok temu). Wicepremier Morawiecki skupił się na czterech wątkach: system podatkowy, polityka gospodarcza i społeczna, polityka przemysłowa i innowacje, a także miejsce Polski w globalnej polityce gospodarczej. Zwrócił uwagę na jedną z tez Thomasa Piketty’ego, cytując francuskiego ekonomistę, iż dopiero teraz zdaliśmy sobie sprawę, że Polska jest skolonizowanym przez kapitał zagraniczny państwem. Następnie zaproponował reinterpretację historii Polski z punktu widzenia instytucji podatkowych. Polska, twierdził wicepremier, straciła swoje szanse, gdyż nie budowała ani sprawnego systemu podatkowego, ani wysokość podatków, które pobierano na terenie Polski, nie odpowiadała wysokości podatków, które w danym okresie pobierano w Europie i na świecie.
Nie można przeceniać roli państwa w gospodarce, ale jej niedocenianie jest jeszcze większym grzechem. Z gospodarką jest trochę jak z łodzią na morzu. Możemy nadać jej kierunek, ale wiatry i prądy mogą doprowadzić do tego, że będzie zbaczać z kursu. Nadając łodzi kurs, nie mamy naturalnie pewności, że trafimy tam, dokąd chcemy. Ale puszczając ster, mamy pewność, że nie trafimy nigdzie. Ciężko jest nadać kierunek łodzi bez steru, jeszcze ciężej nadać kierunek gospodarce bez zdrowego systemu podatkowego – podkreślał wicepremier. Dodał, że rząd ma aspiracje rozwoju wielkich projektów, ale nie będzie ich bez uszczelnienia systemu podatkowego. Polska musi cały czas doprowadzać do repolonizacji naszego majątku. A nowa architektura podatkowa jest dla przyszłości Polski kluczowa i ma ona polegać w długim okresie na malejących podatkach, przy jednoczesnym wzrastaniu wpływów z podatków, wynikającym z poprawy ich ściągalności.

Wicepremier mówił też, że prowadząc politykę gospodarczą trzeba brać pod uwagę rację stanu. Wskazał na przykłady Stanów Zjednoczonych, Francji czy Niemiec gdzie ciągłość interesów państwa jest zachowana bez względu na rządy. Według niego nikt w Polsce nie chce większej oligarchizacji, większych nierówności, ale chce sprawniejszego aparatu podatkowego. Nawiązał też do ogólnej atmosfery. – Jeśli się kłócimy za bardzo, nie mamy tego jednego azymutu i panują partykularyzmy, to mamy mniejsze szanse wyrwać się z peryferii w kierunku centrum i odbudować tę wielką pozycję, której gdzieś tam podwaliny budował jeszcze Kazimierz Wielki. M. Morawiecki podziękował poprzednim wicepremierom za to co zrobili dobrego oraz za krytykę jego działań. – Wierzę, że tylko w tyglu takich doświadczeń stworzymy nowe, lepsze rozwiązania – podkreślił. Odpowiadając na pytania i sugestie odniósł się m.in. do wypowiedzi byłego wicepremiera, ministra finansów i szefa NBP Marka Belki, który przekonywał, że Polska powinna niezwłocznie ogłosić zamiar rychłego wstąpienia do strefy euro. Jego zdaniem dzięki temu nie wypadniemy z jądra decyzyjnego UE. Wicepremier mówił, że nie wyklucza wprowadzenia w Polsce euro, ale teraz to niemożliwe. Przypomniał, że to polski złoty ratował nas ostatnio przed światowym kryzysem. – A mieliśmy dwa razy w ostatnich 10 latach mega recesję (…) Zaczekajmy jeszcze 5-10 lat, musimy tylko się na to przygotować.

Zdaniem wicepremiera Henryka Goryszewskiego, wicepremiera w rządzie Hanny Suchockiej warto zastanowić się nad zwiększeniem w programie 500+ kwoty dodatku na trzecie i kolejne dziecko, a obniżeniem na drugie. – Pewnie tak by się dało zrobić – odpowiedział wicepremier, zadeklarował poruszenie tej sprawy z rządem i PiS.

Marek Borowski, wicepremier w rządzie W. Pawlaka mówił, że z radami dla Morawieckiego jest taki problem, że jest on potężnym wicepremierem, ale wokół niego jest otoczenie polityczne. – Te rady są więc w zasadzie dla wicepremiera – powiedział. Wskazał np. na działania, które spowodowałyby, że Polska liczyłaby się w UE, bowiem – jego zdaniem – to co robi rząd w polityce wewnętrznej, powoduje, że nie mamy w niej niemal w ogóle sojuszników.

Irena Dryll

Polub nas i obserwuj

Tu też jest miejsce na twoją reklamę

Porozum się z redakcją!