Rynek żywności: kto zyskał, kto stracił?

Miejsce na reklamę

Tu jest miejsce na twoją reklamę.
© Pixbay
Print Friendly, PDF & Email

Ceny detaliczne usług i artykułów powszechnego użytku, w tym przede wszystkim żywności, zawsze są w centrum zainteresowania opinii publicznej. Wzrasta ono zwłaszcza w okresach trudności gospodarczych lub napięć społecznych. Dlatego niepokój po wybuchu pandemii był reakcją zrozumiałą i spodziewaną. Obecnie, po blisko roku możliwe jest sprawdzenie, jak polska gospodarka żywnościowa zareagowała na radykalną zmianę sytuacji, w tym zwłaszcza czy sprawdziły się formułowane w pierwszych tygodniach pandemii obawy, że grozi brak żywności i spekulacyjne podwyżki jej cen.

Obecnie istnieje wystarczająca liczba wiarygodnych informacji by dokonać takiej analizy. Umożliwiają ją publikacje Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), który skrupulatnie obserwuje ceny na rynkach kilkudziesięciu towarów i usług konsumpcyjnych. Ich wyniki są regularnie publikowane w formie wskaźników dynamiki w miesięcznych informacjach sygnalnych.

Niewątpliwie najważniejszy jest syntetyczny, makroekonomiczny wskaźnik HICP (Harmonised Index of Consumer Prices – zharmonizowany indeks cen konsumpcyjnych), współdecydujący o niektórych najpoważniejszych decyzjach gospodarczych, przede wszystkim z zakresu polityki pieniężnej. Ponadto liczone są wskaźniki zmian cen dwunastu grup towarów i usług konsumpcyjnych oraz kilkudziesięciu towarów i usług. Wśród nich znajduje się wskaźnik „Żywność i napoje bezalkoholowe” (dalej ŻiNB), mający obecnie 25% udziału w systemie wag stosowanym w obliczeniach wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem.

Analizę funkcjonowania polskiego rynku żywności w pierwszym roku pandemii (marzec – grudzień 2020) oparto na danych GUS, zwracając uwagę nie tylko na zmiany cen detalicznych, ale również notowanych w innych częściach łańcucha produkcyjno – przetwórczo – handlowego żywności. Dane te są niekiedy kwestionowane z uzasadnieniem, że rzeczywiste zmiany cen są wyższe. Krytyka ogranicza się jednak do niepoważnych uwag „korytarzowych”. Trudno również poważnie traktować prognozy publikowane bez informacji umożliwiających sprawdzenie, czy są poprawne metodologicznie (np. listopadową prognozę Crédit Agricole).

Natomiast stosowana przez GUS metodologia zbierania danych pierwotnych oraz sposobu obliczania wskaźnika HICP i wskaźników cząstkowych, jest metodą przyjętą przez wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej, a pracę krajowych urzędów statystycznych, których ostatecznym rezultatem są wskaźniki unijne koordynuje Eurostat – Urząd Statystyczny Wspólnot Europejskich.

Ponieważ polski rynek żywności i napojów bezalkoholowych jest częścią zintegrowanego rynku europejskiego, niektóre problemy trzeba było analizować na tle rynków unijnych. Podstawą tej analizy są dane Eurostatu i Komisji Europejskiej.

Niepokoje i obawy

W pierwszych dniach i tygodniach pandemii wynikały one z kilku przyczyn. Jedną z nich był niewątpliwie szybki wzrost cen żywności w 2019 roku. Wskaźnik ŻiNB w grudniu 2019 roku kształtował się w wysokości 106,9 (grudzień 2018 = 100,0), co musiały dotkliwie odczuć grupy społeczne dysponujące niewielkimi dochodami. Jeszcze wyższe tempo wzrostu wskaźnika ŻiNB utrzymywało się w pierwszych dwóch miesiącach 2020 roku, a zatem można było przypuszczać, że w okresie pandemii będzie równie wysokie lub jeszcze przyspieszy.

Drugą przyczyną była niejasna sytuacja produkcyjna w rolnictwie. Wprawdzie łagodna zima spowodowała, że zasiewy jesienne dobrze przezimowały, ale brak opadów w kwietniu 2020 roku powstrzymał wegetację. Dlatego też wiosenne prognozy zbiorów były bardzo ostrożne. Wskazywano, że zadecydują o nich warunki atmosferyczne w maju i w czerwcu i wobec tego należy się powstrzymywać z kategorycznymi opiniami. Mimo to, niektórzy dziennikarze już w marcu i kwietniu nie mieli wątpliwości, że w roku 2020 będą niskie zbiory i w konsekwencji wysokie ceny żywności. Świadczą o tym choćby takie tytuły artykułów jak „Ten rok przyniesie nam wzrost cen żywności” czy „Koronawirus uderzy w producentów żywności, a oni w gospodarkę. Ale żywności nie zabraknie”. Z szacunków pożniwnych wynika jednak, że zbiory w 2020 roku były rekordowe, natomiast różnego rodzaju poważne trudności odczuwała i odczuwa nadal jedynie produkcja zwierzęca (o czym dalej).

Trzecią przyczyną były obawy związane z funkcjonowaniem gospodarki w okresie pandemii. Rzeczywiście, pierwsze decyzje radykalnie utrudniły funkcjonowanie gospodarki żywnościowej, w tym przede wszystkim przemysłu rolno – spożywczego oraz handlu hurtowego i detalicznego żywnością. Najgroźniejsze okazało się przerwanie tradycyjnych łańcuchów produkcyjno – przetwórczo – handlowych. Zamknięto niektóre rynki hurtowe, decydujące o zaopatrzeniu wielkich miast, i wiele lokalnych targowisk w mniejszych miejscowościach. Również działalność przedsiębiorstw handlowych i zakładów przemysłu rolno – spożywczego została zakłócona, gdyż musiały spełnić dodatkowe wymagania sanitarne. Konsumenci natychmiast zauważyli objawy chaosu na rynku detalicznym i zareagowali panicznymi zakupami żywności. Na szczęście zrozumiano, że należy jak najszybciej odblokować przerwane powiązania, konieczne nie tylko dla uspokojenia sytuacji na rynkach żywności, ale będące wręcz warunkiem sine qua non w miarę normalnego funkcjonowania państwa. Okres dostosowawczy trwał więc nie dłużej niż dwa – trzy tygodnie, po których handel artykułami rolno – spożywczymi, a także przemysł rolno – spożywczy, zaczęły sprawnie funkcjonować w nowych warunkach sanitarnych.

Niewątpliwie zaskoczeniem, jednak nie przez wszystkich dostrzeżonym, było malejące z miesiąca na miesiąc tempo wzrostu cen żywności (świadczą o tym miesięczne wskaźniki ŻiNB) a od września nawet niewielki ich spadek, który utrzymywał się aż do grudnia 2020 roku włącznie. Począwszy od lipca wskaźniki HICP i ŻiNB zaczęły się „rozjeżdżać”, gdyż ceny towarów i usług konsumpcyjnych ogółem nadal wzrastały. W rezultacie wskaźnik cen żywności i napojów bezalkoholowych (ŻiNB) w grudniu 2020 roku wyniósł 100,8 (grudzień 2019 = 100,0) a inflacji „konsumpcyjnej” ogółem (HICP) 102,4, czyli był przeszło trzykrotnie wyższy. Ceny żywności stały się zatem i są nadal, ale oczywiście nie wiadomo jak długo, czynnikiem hamującym wzrost inflacji ogółem. Trudno w tej sytuacji skomentować tekst dziennikarki piszącej w ostatnich dniach grudnia, że „po dwóch latach ceny żywności przestaną galopować”. Raczej należy obawiać się sytuacji odwrotnej – przyspieszenia tempa wzrostu cen żywności do poziomu, w którym będą wpływać na wzrost inflacji.

O tak niewielkim wzroście wskaźnika ŻiNB w 2020 roku zadecydowały niskie ceny mięsa drobiu i wieprzowiny, gdyż ceny innych grup żywności umiarkowanie wzrastały (poza warzywami, które w grudniu 2020 roku były o 5% tańsze niż przed rokiem). Wieprzowina była w grudniu 2020 roku na rynku detalicznym o blisko 12% tańsza niż w grudniu 2019 roku. Kilkunastoprocentowy spadek jej cen można – choć z trudem – interpretować jako normalne wahania cenowe, będące cechą charakterystyczną rynku wieprzowiny (cykle świńskie).

Natomiast nie można pominąć, że w 2020 roku wystąpiła wyraźna i pogłębiająca się dysproporcja między spadkiem cen detalicznych wieprzowiny a cen żywca wieprzowego. Ceny płacone rolnikom za żywiec wieprzowy spadły w ciągu roku 2020 o ponad 30%, czyli trzykrotnie szybciej niż ceny detaliczne, i w ostatnich dniach grudnia kształtowały się na niewątpliwie nie pokrywającym kosztów produkcji poziomie poniżej 4 zł/kg. Tak niskie ceny świadczą, że wszystkie kolejne segmenty rynku trzody chlewnej były przez cały rok 2020 rynkami kupującego. Na rynku żywca wieprzowego rolnicy znajdowali się pod silną presją przemysłu mięsnego, który z kolei miał słabą pozycję negocjacyjną na zdominowanych przez sieci handlowe „hurtowych” rynkach wieprzowiny kulinarnej i wędlin. Niewątpliwym „zwycięzcą” w tej walce cenowej okazał się handel, który obronił swoje marże a przemysł mięsny zapewne nie poniósł większych strat, o czym świadczyć może m. in. brak bankructw (niektóre wstępne dane świadczyć mogą nawet o lepszej sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw przemysłu mięsnego niż w 2019 roku). Okazuje się więc, że „ofiarami” kryzysu na rynku wieprzowiny są przede wszystkim producenci żywca wieprzowego a przemysł mięsny i handel detaliczny znajdują się w stosunkowo dobrej sytuacji ekonomicznej, choć oczywiście przejściowo odczuwali różne, wymienione już niedogodności wynikające ze zmian funkcjonowania w okresie pandemii (zaostrzenie przepisów sanitarnych) oraz przejściowego ograniczenia działalności produkcyjnej i handlowej.

Spadek cen wieprzowiny w handlu detalicznym i na szczeblu przetwórstwa nie był zatem wynikiem obniżki kosztów w kolejnych ogniwach łańcucha produkcyjno – przetwórczo – handlowego, ale rezultatem szczególnej sytuacji rynkowej. Jej analiza wykracza poza temat inflacji i wymaga odrębnego opracowania. Jest jednak oczywiste, że ceny płacone rolnikom za żywiec wieprzowy nie mogą bez poważnych konsekwencji utrzymywać się poniżej kosztów produkcji. Niewątpliwie zatem powrócą do poziomu zapewniającego godziwy zysk. Wówczas ceny detaliczne wieprzowiny będą, jak dotychczas czynnikiem umiarkowanie pobudzającym inflację. Nie wiadomo jednak, ilu producentów w okresie dochodzenia do równowagi popytowo – podażowej na rynkach zrezygnuje z chowu trzody chlewnej, uznając, że ta gałąź rolnictwa nie przynosi odpowiedniego zysku i jest działalnością zbyt ryzykowną. Grudniowy spis (wzrost pogłowia ogółem rok do roku o 4,6% w tym loch o 7,7%) może świadczyć, że rolnicy starają się przetrzymać okres niskich cen i nie wycofują się z chowu trzody. W związku z tym należy zauważyć, że bez większych konsekwencji można zrezygnować z tuczu kolejnej partii kilkunastu lub kilkudziesięciu zakupionych warchlaków, przeczekać okres niepomyślnej koniunktury a potem powrócić do chowu. Natomiast czasowe wyłączenie z procesu produkcyjnego dużej chlewni, zwłaszcza prowadzącej chów dwufazowy (chlewnia macior i opas właściwy) jest poważną operacją, powodującą duże straty a ponowne jej uruchomienie może być trudne organizacyjnie.

Powrót do godziwych cen płaconych producentom żywca wieprzowego oraz warchlaków do dalszego chowu i osiągnięcie nowej równowagi popytowo – podażowej na rynku żywca wieprzowego oraz w handlu wieprzowiną i produktami wieprzowymi może trwać dłużej niż w poprzednich cyklach wahań cenowych. Pandemia wytrąciła bowiem z równowagi rynki wieprzowiny w niemal wszystkich państwach członkowskich UE. O tym jak poważny jest zasięg tej nierównowagi świadczy spadek cen w większości państw UE. Średnia ważona cena półtusz wieprzowych klasy E w 27 państwach członkowskich wynosiła w listopadzie 2019 roku 186,50 euro/100 kg, a w listopadzie 2020 roku 135,11 euro/100 kg, czyli blisko 30% mniej. W trzecim tygodniu stycznia 2021 roku była jeszcze niższa – 128 euro/100 kg. Jeszcze większy był spadek cen, w niektórych tygodniach grudnia 2020 roku 34 euro/ szt., czyli dwukrotnie niższe niż w okresie styczeń- marzec.

Powrót do cen zapewniających producentom żywca wieprzowego godziwy zysk, utrudniają nie tylko ograniczenia popytu wynikające ze zwalczania pandemii (m. in. spadek konsumpcji spowodowany zamknięciem restauracji, hoteli i kawiarni, którego nie wyrównuje wzrost sprzedaży detalicznej), ale także afrykański pomór świń (ASF), występujący na coraz większym obszarze Europy. ASF uniemożliwia lub co najmniej utrudnia eksport wieprzowiny państwom, w których stwierdzono jego występowanie. Państwa importujące chronią swoje pogłowie świń wprowadzając zakazy importu. Niektóre, w tym wszystkie unijne, wprowadzają zakazy ograniczone terytorialnie, akceptując wyodrębnienie przez państwa, w których stwierdzono ASF regionów wolnych od tej choroby. Z regionów tych import jest możliwy po spełnieniu wszystkich procedur sanitarnych i weterynaryjnych. Natomiast większość państw azjatyckich, m. in. Chiny, Japonia, Korea Południowa, Filipiny i Wietnam, nie akceptuje zasady regionalizacji, wprowadzając zakaz importu z całego obszaru państwa, w którym występuje ASF. Już obecnie stanowi to poważne ograniczenie możliwości eksportu unijnej wieprzowiny (ostatnio stwierdzono ASF w Niemczech) zwłaszcza, że nie można wykluczyć, iż obszar zakażony ASF jeszcze się powiększy. Wiadomo, że azjatycki rynek wieprzowiny, zwłaszcza chiński, jest najważniejszym światowym rynkiem importowym.

Drób na eksport

Drugą gałęzią rolnictwa, która zadecydowała o niewielkim wzroście wskaźnika ŻiNB w roku 2020 był mięsny chów drobiu. Polska jest od 2014 roku największym unijnym producentem (2,6 mln ton w 2019 roku; na miejscach drugim i trzecim Hiszpania i Francja po 1,7 mln ton) i jednym z największych unijnych eksporterów. W 2019 roku znajdowała się na pierwszym miejscu pod względem wartości eksportu (2,6 mld euro) a na drugim pod względem eksportowanej ilości (blisko 1,5 mln ton; najwięcej eksportowała Holandia 1,6 mln ton, ale był to w znacznej części reeksport, gdyż produkcja holenderska wyniosła w 2019 roku około 1 mln ton).

Mięsny chów drobiu w Polskie jest więc gałęzią eksportową (eksport stanowi blisko 60% produkcji) a przeciętne ceny uzyskiwane w eksporcie w kolejnych latach były przeważnie nieco wyższe niż średnie eksportowe ceny 27 państw UE. Natomiast osobliwością polskiego rynku drobiu były i są bardzo niskie ceny płacone producentom. Z systematycznie prowadzonych przez Komisję Europejską miesięcznych notowań cen broilerów klasy A (65%) (selling or wholesale prices) wynika, że przynajmniej w ostatnich kilku latach ceny otrzymywane przez polskich producentów były z reguły o ponad 30% niższe niż średnie ważone notowania unijne. Mimo to mięsny chów drobiu był gałęzią rozwijającą się w niezwykle szybko. Produkcja ogółem zwiększyła się z 1,4 mln ton w 2011 roku do 2,6 mln ton w 2019 roku, przy wolno rosnącym popycie krajowym. Niemal cały wzrost produkcji w ostatnim dziesięcioleciu eksportowano zatem na rynki unijne i pozaunijne.

Strategia maksymalizacji produkcji i eksportu była skuteczna w warunkach wieloletniego systematycznego wzrostu popytu eksportowego natomiast załamała się w okresie pandemii. Ceny eksportowe, które w pierwszych trzech miesiącach 2020 nie odbiegały od uzyskiwanych w 2019 roku spadły w kwietniu o około 30 eurocentów i najprawdopodobniej utrzymywały się na tym poziomie do końca 2020 roku. Konsekwencją spadku cen eksportowych było natychmiastowe obniżenie cen na rynku polskim. Ceny skupu broilerów spadły bowiem z 3,77 zł/kg w grudniu 2019 roku do 3,37 zł/kg w grudniu 2020, czyli o 50 gr/kg (11%), przy czym dno osiągnęły w listopadzie (3,36 zł/kg).

Zakłócenia cenowe na rynku polskim, spowodowane zmianą sytuacji popytowo – podażowej miały charakter lokalny, gdyż średnia ważona cen broilerów w 27 państw członkowskich pozostawała przez cały 2020 rok niemal bez zmiany. Od stycznia 2020 do stycznia 2021 nie była niższa niż 176 euro/100 kg a przeważnie wynosiła około 185 euro/100/kg. W tym samym okresie ceny w Polsce kształtowały się na poziomie około 110 euro/100kg z dwoma okresami (kwiecień i maj a następnie w październik i listopad) poniżej 100 euro/100 kg. Tak niskie ceny mięsa drobiu wynikały nie tylko z niższych cen eksportowych (mimo trudności najprawdopodobniej w 2020 roku udało się wyeksportować taką samą ilość mięsa drobiu jak w roku 2019) ale także z ulokowania na krajowym rynku w okresie styczeń – październik 2020 roku około 80 tys. ton mięsa drobiu więcej niż w roku poprzednim.

Trudności branży w 2020 roku wynikały zresztą nie tylko z nierównowagi popytowo – podażowej. Drugą przyczyną, niewiązaną zresztą z pandemią, były i są nadal ogniska wysoce zjadliwej grypy ptaków (HPAI – Highly Pathogenic Avian Influenza). Wprawdzie Polska 13 sierpnia 2020 odzyskała status państwa wolnego od HPAI, ale już 25 listopada po raz kolejny go utraciła. Konsekwencją są zakazy importu mięsa drobiowego z tych regionów Polski, w których stwierdzono występowanie HPAI. Niektóre państwa, m. in. Filipiny i Rosja wprowadziły zakaz importu mięsa drobiu i produktów drobiarstwa z całego obszaru.

Podrożeją zboża i pasze

Największym problemem rolników nie tylko prowadzących mięsny chów drobiu, ale także trzody chlewnej i wszystkich innych zwierząt „ziarnożernych”, mogą być jednak w nadchodzących miesiącach ceny zbóż i pasz białkowych. Średnia arytmetyczna czterech notowań pszenicy w najważniejszych światowych portach zbożowych w styczniu 2020 roku wynosiła 215 euro/tona a w 2021 roku 245 euro/tona (wzrost o 15%). Jeszcze większy był wzrost cen kukurydzy (notowania z trzech portów; 167 euro/tona i 214 euro/tona; wzrost o blisko 30%) i jęczmień (dwa notowania 164 euro/tona i 213 euro/tona; wzrost o ponad 25%) Ceny soi zbliżają się obecnie do 14 USD/buszel (wzrost w porównaniu z majem 2020 o około 75%). Utrzymanie się tych cen choćby do kolejnych zbiorów oznaczać będzie nieuchronne zwiększenie kosztów produkcji trzody chlewnej i drobiu mięsnego, które zapewne doprowadzi do wzrostu cen wieprzowiny i mięsa drobiu. Wówczas nie będą one hamulcem inflacji konsumpcyjnej, ale przyczynią się do jej wzrostu.

Co będzie w przyszłości

Nie ma jeszcze danych statystycznych, które umożliwiłyby analizę sytuacji ekonomicznej gospodarki żywnościowej w okresie pandemii. Jednakże z tych, które już zostały opublikowane, wynika, że w kategoriach globalnych sytuacja w 2020 roku niewiele różniła się od lat poprzednich. Okazuje się bowiem, że sprzedaż detaliczna żywności, napojów alkoholowych i wyrobów tytoniowych w okresie styczeń – grudzień była w cenach stałych tylko o 1,9% niższa niż w tym samym okresie roku 2019 a w cenach bieżących o blisko 2,8% wyższa.

O utrzymaniu sprzedaży tych trzech grup produktów (udział artykułów spożywczych wynosi około 80%) na poziomie 2019 roku zadecydowały co najmniej trzy powody. Pierwszym jest znana tendencja, że w trudnych warunkach chroni się przede wszystkim osiągnięty poziom spożycia i wobec tego zakupy żywności ogranicza się dopiero w ostateczności i możliwie jak najpóźniej. Drugą przyczyną była interwencyjna polityka państwa. W kolejnych „tarczach” udzielenie przedsiębiorcom pomocy uzależniano m. in. od utrzymania niezmienionej liczby pracowników, co w rzeczywistości oznaczało wypłatę części płac przez państwo. Jednym z efektów tarcz było zatem utrzymanie w pierwszym okresie pandemii popytu na żywność na poziomie zbliżonym do dotychczasowego. Taki instrument ograniczania bezrobocia można stosować jedynie w sytuacjach nadzwyczajnych. Pogarszająca się sytuacja ekonomiczna wielu przedsiębiorstw i ograniczenia ich działalności ze względów sanitarnych najprawdopodobniej doprowadzą już pierwszym półroczu 2021 roku do fali bankructw, wzrostu bezrobocia i spadku popytu na żywność. O pogarszającej się sytuacji ekonomicznej świadczą coraz wyraźniejsze objawy desperacji, prowadzącej do nieposłuszeństwa obywatelskiego. Nie rozwijając wątku „powrotu do normalności” należy zauważyć, że złudne mogą okazać się nadzieje szybkiego powrotu do stanu sprzed pandemii. Polskę raczej czeka kilkuletni okres odbudowy gospodarki, w tym zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorstw.

Trzecim powodem, który niewątpliwie stanowił poważną pomoc dla przedsiębiorstw, zresztą nie tylko przemysłu i handlu rolno – spożywczego, była polityka Rady Polityki Pieniężnej, która na przekroczenie w roku 2019 o 0,2% górnej granicy celu inflacyjnego (3,5%), zareagowała w okresie 18 marzec – 28 maj trzema obniżkami stóp, w tym stopy referencyjnej z 1,5% do 0,1%. Obniżenie stopy referencyjnej powoduje m. in. obniżenie oprocentowania kredytów komercyjnych. Stopa referencyjna w wysokości 0,1% jest najniższą w historii istnienia RPP i była jednym z czynników, które doprowadziły w 2020 roku do spadku inflacji konsumpcyjnej poniżej celu inflacyjnego; wskaźnik HICP (Harmonized Index of Consumer Prices) w grudniu 2020 roku wyniósł 102,4 (grudzień 2019 – 100,0).

Jednakże nie tylko krajowy popyt na żywność utrzymywał się w 2020 roku na wysokim poziomie. Według Eurostatu polski eksport żywności i zwierząt żywych (rozdziały taryfy celnej HS 01 – HS 24) w okresie styczeń – wrzesień 2020 wyniósł 26,3 mld euro i był aż o 2,9 mld euro wyższy niż w trzech pierwszych kwartałach 2019 roku. Jednakże tak silny wzrost miał niewielki wpływ na sytuację polskiego rolnictwa. Wzrósł bowiem o około 1,3 mld euro eksport przemysłu rybnego, (podstawą jego działalności jest przetwórstwo a następnie eksport importowanych ryb) i o około 400 mln euro przemysłu tytoniowego. Natomiast eksport najważniejszych produktów, wytwarzanych przez polskie rolnictwo uległ tylko niewielkim zmianom. Wyjątkiem jest dwukrotny wzrost wartości eksportowanych zbóż. Równocześnie, mimo wzrostu eksportu ogółem, niektóre gałęzie rolnictwa i przemysłu rolno – spożywczego, zwłaszcza omówione szczegółowo drobiarstwo, miały poważne kłopoty ze względu na zmniejszenie popytu eksportowego.

Sytuacja na rynku krajowym i rynkach zagranicznych spowodowała wzrost produkcji przemysłu rolno – spożywczego w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku w porównaniu z rokiem poprzednim i w rezultacie przychody netto zwiększyły się o 2,3% ze 154,5 mld zł do 158,1 mld zł. Równocześnie wyraźnie poprawiła się sytuacja ekonomiczna przemysłu. Wynik finansowy netto w okresie styczeń – październik w 2020 roku wyniósł 6,5 mld zł i był o 1,4 mld wyższy niż w 2019 roku.

Reasumując, polska gospodarka żywnościowa znajduje się obecnie w znacznie korzystniejszej sytuacji ekonomicznej niż można było przypuszczać na początku pandemii. Sytuacja ta nie jest wynikiem wzrostu detalicznych cen żywności, które wbrew różnym opiniom, wykazywały tendencję spadkową. Z niezakończonych jeszcze analiz wynika, że stabilizacja cen żywności na polskim rynku detalicznym odbywa się w znacznej części, a może nawet przede wszystkim kosztem rolnictwa. Okazuje się bowiem, że w 2020 roku indeksy cen skupu sześciu podstawowych produktów rolnych (pszenicy, żyta, bydła rzeźnego, trzody chlewnej, drobiu mięsnego i mleka) przez wszystkie miesiące – poza lutym – utrzymywały się poniżej indeksów cen żywności i napojów bezalkoholowych. Oznacza to spadek udziału cen surowców rolniczych w cenach produktów spożywczych. Utrzymywanie się tej tendencji może doprowadzić do gwałtownych protestów środowiska wiejskiego.

Janusz Rowiński

Polub nas i obserwuj

Tu też jest miejsce na twoją reklamę

Porozum się z redakcją!