Martwe pole

Miejsce na reklamę

Tu jest miejsce na twoją reklamę.
© Ubailves, Wikipedia
Print Friendly, PDF & Email

 

 

W czasach kiedy człowiek żył na sto procent, a nie przez przypadek, jak aktualnie, zdarzył mi się skok w rozwoju. Było tak:

Panią sklepową miałem na oku od dawna. Była żoną piekarza, sprzedawała kruche bułeczki i wypieczone chlebki. W chwilach wolnych od obsługi klientów rozkładała obszerny, opakowany w sweterek biust na ladzie. W soboty, w Suchedniowie obywatele chodzili do łaźni miejskiej. Niestety, też musiałem chodzić do łaźni.

Łaźnia przylegała do resztek muru po siedzibie Centralnego Okręgu Przemysłowego, chluby II Rzeczpospolitej. Którejś soboty wspiąłem się na murek za łaźnią i od tego momentu nastąpiła we mnie przemiana: wprost rwałem się do higieny ogólnej. Z murku, przez okno, zobaczyłem skąpo odzianą obywatelkę. Niezbyt dokładnie, bo nalała sobie gorącej wody do wanny i okno zaparowało. W każdym razie był to skok w rozwoju. Dotychczas panie pozbawione okrycia znałem tylko z albumu Henryka Siemiradzkiego. Miałem swoje lata, konkretnie dziewięć, hormony nie dawały mi spokoju, postanowiłem zbadać skrajną kabinę.

Odkryłem pękniętą deskę. Przez szczelinę widać było wieszak i stołek w przylegającej kabinie. Kolejka oczekujących unikała skrajnej kabiny, trochę zapyziałej. Nie mogłem się doczekać soboty. Rodzicielka chwaliła mnie za zapał z jakim chciałem się doszorować, bo normalnie nie mogła się doprosić, żebym obmywał czarne pięty i kolana po wyganianiu się za piłką na boisku typu klepisko. Wdrożyłem taką technikę kąpieli: puściłem wodę, że niby się pluszczę i wdrapywałem się na brzeg wanny. Strasznie się napaliłem i wpadłem w dygot..

Pani sklepowa weszła do kabiny, zdjęła bluzkę, odpięła biustonosz prezentując obfite bogactwo swojego wnętrza i… przesunęła się w martwe pole. Uznałem na spowiedzi, że nie ma co zawracać głowy księdzu czymś takim jak pobyt w łaźni miejskiej. I bez tego skazał mnie na dziesięć zdrowasiek. Przemyśliwałem jakby ograniczyć martwe pole przy pomocy scyzoryka, który dostałem na imieniny za dobre sprawowanie.

Pomysł prac stolarskich upadł, bo ktoś z obsługi łaźni, bez wyobraźni i pozbawiony empatii naprawił deskę. Na ochotnika poszedłem po zakupy do piekarni. Czułem się z panią sklepową zakolegowany. Nie wyglądała jednak jakby popadła ze mną w uczucie. Swoje w kolejce musiałem odstać. To frustrujące doświadczenie może zaważyć na biografii maczo. Nie doceniamy wagi niedopieszczenia. Sam kot nie wystarczy. Stawiam odważną tezę, ze gdyby panie się skrzyknęły i na jakiś czas pozbawiły polityków pieszczot – świat byłby lepszy. A z całą pewnością byłby lepszy dobór naturalny do zawodu polityka. Niewykluczone, że część kandydatów zrezygnowałaby z castingu na członków elity władzy. W naszym wątpliwej jakości rządzie jest trzynastu samców, nie licząc tych bez teki, i jedna pani ministrowa. W Niemczech, Nowej Zelandii, na Tajwanie, w Finlandii i Islandii rządzą kobiety i tam jest poukładane, a pandemia pod kontrolą. Bo panie zarządzające państwem są mniej skłonne ładować kasę w męskie zabawki: rakiety, niewidzialne myśliwce, rodeo i tak dalej. Mają bliższe ciału i obywatelom priorytety: ochronę zdrowia, edukację, ratowanie przyrody. Tylko tyle i aż tyle.

Jerzy Dzięciołowski

P.S. Jest zrozumiałe, że dokonując wyboru między dominującym samcem a „słabą” płcią należy uwzględnić, żeby „nie wyszło szydło z worka”

Polub nas i obserwuj

Tu też jest miejsce na twoją reklamę

Porozum się z redakcją!