Piotr Dominiak, Rejsy po gospodarce: Wskaźniki niedowidzą

Miejsce na reklamę

Tu jest miejsce na twoją reklamę.
Print Friendly, PDF & Email

 

Wczoraj ukazał się raport Eurostatu o sytuacji na europejskim rynku pracy. Jak zawsze ciekawe są liczby, ale tym razem ciekawszy wydaje się początek. Niby nic odkrywczego. Autorzy zwracają uwagę, że dotychczasowe wskaźniki dotyczące tego rynku okazują się wysoce niewystarczające dla oceny rzeczywistego stanu rzeczy. W raporcie wzięto pod uwagę dane do końca II kwartału 2020. Nie obejmują zatem tego, co dzieje się obecnie. Jednak nawet już do czerwca widoczna była coraz wyraźniejsza rozpiętość pomiędzy oficjalnymi wskaźnikami a tym, co dostrzec można było gołym okiem.
Pomoc państwowa uratowała wiele miejsc pracy. Choć znaczną ich część tylko krótkookresowo. Toteż bezwzględne liczby i stopy zatrudnienia, bezrobocia itp. nie były optymistyczne, ale też nie katastrofalne. Oczywiście zatrudnienie spadło, liczba bezrobotnych wzrosła, patrząc na te dane powodów do paniki wydawało się nie być. Bieżące dane dotyczące stopy bezrobocia też nie są tragiczne. W ciągu ostatnich 12 miesięcy stopa ta wzrosła w UE z 6,5% do 7,5%. Stało się to głównie dopiero w III kwartale. Ale gdy przyjrzymy się statystykom nieobecności w pracy, obraz jest kompletnie inny. Do końca 2019 roku ich liczba nie przekraczała 1 mln. W ciągu 6 miesięcy pofrunęła do 20 mln osób. W Grecji sięgnęła prawie 40% zatrudnionych w wieku 20-64 lat. W ogóle na południu Europy jest wyraźnie wyższa niż na północy. My byliśmy w okolicach średniej europejskiej ze wskaźnikiem ok. 18%. M.in. z tego powodu gwałtownie obniżyła się liczba przepracowanych godzin. W porównaniu z końcem 2019 roku obniżyła się niemal o 20%. Co ciekawe, spadek przepracowanego czasu dotknął silniej kobiety niż mężczyzn (odwrotnie niż sama pandemia). Jest kilka wyjątków – m.in. Belgia, Szwecja, Irlandia. Natomiast w Polsce spadek liczby godzin pracy kobiet obniżył się aż o 6 pkt procentowych więcej niż w przypadku mężczyzn (średnia różnica w UE to 2,1 pkt proc.). Nie wiem, czy da się to wytłumaczyć tylko zamknięciem szkół i koniecznością opieki domowej nad najmłodszymi uczniami.
Wniosek z raportu jest taki, że rządom udało się „zaklajstrować” statystyki bezrobocia i zatrudnienia, co nie znaczy, że udało się rozwiązać problem. Pewnie inaczej się nie dało. Tyle, że teraz chcąc zorientować się jak jest „naprawdę” trzeba sięgać głębiej do danych. Wiemy, że choć formalnie ludzie nie stracili pracy to stracili część zarobków. Formalnie zatrudnieni są w pełnym wymiarze czasu, ale faktycznie pracują mniej. A czas pracy zdalnej, choć niby łatwo go kontrolować na podstawie czasu posługiwania się komputerem zalogowanym do systemu danej firmy, jest jednak w praktyce trudny do zmierzenia. O jej efektywności nie wspominając. Wielu ludzi szuka nowej pracy, ale nie są rozpoznawani w statystykach jako bezrobotni.
Praca się zmienia i w ślad za tym konieczne będzie zbieranie i gromadzenie innych danych niż dotychczas. W przeciwnym razie nie połapiemy się, co tak naprawdę się dzieje. A na rynku pracy będzie się źle działo dopiero w kolejnych kwartałach.

Felieton opublikowany na profilu Autora na FB https://www.facebook.com/piotr.dominiak.96387

Piotr Dominiak, prof. dr hab, były dziekan Wydziału Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej, były prorektor PG

Polub nas i obserwuj

Tu też jest miejsce na twoją reklamę

Porozum się z redakcją!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.