Rząd się wyżywi

Miejsce na reklamę

Tu jest miejsce na twoją reklamę.
©Adrian Grycuk, Wikipedia
Print Friendly, PDF & Email

 

 

Zegar, który na rogu Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich w Warszawie, odmierzający przyrost długu publicznego od niedawna jakby przyspieszył. Od 2015 roku, kiedy nabawiliśmy się „dobrej zmiany”, dług powiększył się o blisko 600 mld zł do poziomu ponad 1,5 biliona zł. Cyferki migają jak szalone. Kiedyś budziły zainteresowanie. Z czasem zobojętniały publiczności przy kręgu Dmowskiego. Władzy jakby też Departament Długu Publicznego w resorcie finansów, słusznie uważany przez fachowców, świadomych jego znaczenia, za jeden z najważniejszych urzędów w kraju, opuścił jego szef. Na własne życzenie. Rzecz przeszła niezauważona. Naliczyłem, że w ciągu kilku, góra kilkunastu miesięcy miejsca pracy przy Świętokrzyskiej 12 opuściło siedmiu doświadczonych i cenionych w świecie finansów znawców tego, czym to się je i czym to grozi. Ostrożnie licząc, posiłkując się aktualnym oprocentowaniem obligacji skarbu państwa z serii dziesięcioletnich (ostrożnie, bo władza nie pali się do publikacji na ten temat), do końca roku nastąpi podwojenie kosztów obsługi długu publicznego w relacji do poziomu sprzed pięciu lat. Będzie to około 40 mld zł. To tyle, ile w projektowanym budżecie państwa na 2021 rok zapisane zostało na sfinansowanie 500+, flagowego programu miłościwie panującej ekipy. Odsetek, które kwalifikują się do spłaty (czyli tak zwanej zapadalności) nie można nie spłacać, bo oznaczałoby to, że emitent obligacji staje się bankrutem. Można negocjować z wierzycielami przesunięcie płatności, ale to też kosztuje. Brak postępu w negocjacjach grozi blokadą aktywów. W takiej sytuacji przed kilku laty znalazła się Grecja. Przed bankructwem państwa, członka grupy euro uratowały Grecję Niemcy dostarczając kilkusetmiliardowej pomocy. Nam to nie grozi, bo PiSowi nie po drodze z sąsiadem zza Odry.

Dyrektor Departamentu Długu Publicznego nie był i nie będzie gwiazdą. Za Gwiazdę Internetu robi Jerzy Urban, lat 87. Człowiek o niezaprzeczalnej inteligencji i demiurg zła w jednej osobie, dla którego Wałęsa to wyłącznie facet, który robi z siebie ikonę, ksiądz Popiełuszko to prowokator, a na największego polityka XX-lecia powołał generała Jaruzelskiego. Człowiek ogarnięty szaleństwem bycia innym, żeby od nowa zaistnieć (to on w stanie wojennym ogłosił, żeby naród darował sobie protesty, bo „rząd sam się wyżywi”) wymyślił, że będzie robił prześmiewcze filmiki o samym sobie i wrzucał do mediów społecznościowych. Na przykład filmik z samym sobą na grobie rodziców z tekstem: „Mamo! Papo! Posuńcie się, do kurwy nędzy!”. Małolaty zachwycone. Zgrywa na cztery fajerki. Polubienia rosną w tempie długu publicznego. Urbanowi w podeszłym wieku bliżej niż dalej. Może się wygłupiać do woli.

Co innego małolaty. To jest płukanie ich mózgów. Jeszcze nie wiedzą, że to oni będą ofiarami rozkładu finansów państwa, w którym resort finansów staje się przybudówką kancelarii premiera. W przerwach na bogoojczyźniane gadki narodowo-katolicka władza skupia się na zgarnianiu pod siebie fruktów.

Marszałek Józef Piłsudski, postać wybitna w historii Polski, zdemolowana przez „dobrą zmianę” szatami wszechogarniającej mądrości, nie był łaskawy dla władzy: „Bezkarność tego bydła przeklętego psuje całe państwo…” zauważył po aresztowaniu swoich przeciwników.

Na razie, na pocieszenie, mamy mieć rekonstrukcję rządu.

Jerzy Dzięciołowski

Polub nas i obserwuj

Tu też jest miejsce na twoją reklamę

Porozum się z redakcją!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.