Otrzepać się i robić swoje

Miejsce na reklamę

Tu jest miejsce na twoją reklamę.
© Ubailves, Wikipedia
Print Friendly, PDF & Email

 

 

Swojego czasu w rodzinnym gronie, kiedy państwo PiS dopiero raczkowało, ustaliliśmy, że ta władza się posypie, jak rozwali gospodarkę. Kasa się skończy, ludzie wyjdą na ulice i pogonią pisiorów. Pandemia, paradoksalnie, każe zweryfikować to myślenie. Sama ekipa władzy prawdopodobnie nie spodziewała się, że można zamknąć gospodarkę, co przełoży się na głęboką recesję (8-10% rok do roku szacuje NBP) i nie dać ciała. Bo, mówiąc najprościej, można dodrukować górę złotówek i zapożyczyć się, żeby nie dopuścić, by wszystko się zawalił i móc wciąż opłacać wyborcze obietnice. A jak ktoś jest w czepku urodzony, to po koniunkturze ma w perspektywie 750 mld (w przeliczeniu) z Unii Europejskiej. Kiedyś przyjdzie za to zapłacić (towarzysz Edward Gierek się kłania) – nie ma darmowych obiadów, długi przyjdzie spłacać przez pokolenia, z konsekwencjami ich życiowego standardu, ale zanim nadejdzie przyszłość, teraz i tu to działa. Zwłaszcza, że rozstanie się z bilansowaniem budżetów, by po stronie „ma” zostawały oszczędności (na rozstanie się z oszczędzaniem na siłę zdecydował się rząd Niemiec, po raz pierwszy od powstania UE) usprawiedliwione pandemią. Bezpieczeństwo obywateli first, jakby powiedział kolega Trump.

Ta zmiana możliwości prolongowania władzy prawicowej ekipy nie powinna zapodziać się w przymiarkach opozycji do zgarnięcia „pełnej puli” za trzy lata. Rafał Trzaskowski, który uratował największą opozycyjną partię przed zapaścią w niebyt, wykonał zadanie, jak mawiał brat do brata. Ale do siedmiu razy sztuka. Sześć razy opozycja zdołała pomoczyć i wystarczy. Lubię siódemkę, liczbę magiczną. Jednak sama magia tu nie wystarczy. Andrzej Stasiuk, pisarz, który jak Władek Frasyniuk wali między oczy, w wywiadzie dla „Newsweeka” (3-4 sierpnia 2020) mówi: „Młodzi i kobiety są przyszłością. W końcu pogonią nienawistnych staruchów… Biologia jest nieubłagana. Wymiana pokoleń dokona tego, czego nie dało radę 10 mln popierających Rafała Trzaskowskiego”.

Z badań przeprowadzonych przez Katarzynę Pawlikowską, ekspertkę od spraw społęcznych i konsumenckich zachowań kobiet wynika, że w przedziale wieku 50-59 lat 27% głosowało na Dudę, a 73% na Trzaskowskiego. Ale starsze kobiety (w wieku 60-69 lat) wybierały Dudę. „Duda im dał, a kto inny im zabierze”. – One nie rozumieją, – mówi Katarzyna Pawlikowska – że to z naszych wspólnych podatków. To mi przypomina sytuację z wyborów w USA. Na własne oczy widziałam magazyny głoszące na pierwszej stronie, że jeśli wygra Hilary Clinton, to wybuchnie III Wojna Światowa. Te starsze kobiety wybierały Dudę ze strachu o podstawy bytu ekonomicznego. Ich oknem na świat jest TVP i Radio Maryja. Do nich trzeba przyjść i rozmawiać ich językiem – dodaje ekspertka. Lęk przed nieznanym sprawia, że nawet lepiej wykształcone kobiety niż te starsze, ze wsi i małych miasteczek, wolą nie ryzykować i naruszyć stan istniejący.
Nieżyjący już profesor Wiktor Osiatyński, współtwórca konstytucji, kolega, z którym jeździliśmy na nartach w dziennikarskim klubie „Kaczka”, zapytał nas kiedyś – prowadził na obozach pogawędki o tym, czy można być uczciwym dziennikarzem – co rządzi mediami? Odczekał chwilę zanim błyśnie jakaś myśl i powiedział, że media żyją z tego, że cały czas straszą. Gołe pedały pomalowane na różowo będą chodzić po ulicach, ogłasza ważne medium. I ludzie w to wierzą. Jak w Tennessee i Alabamie w III Wojnę Światową. Edukacja od podstaw jest rzeczą żmudną, ale konieczną. Trzeba się udać w teren i rozmawiać z ludźmi. Najlepiej w skali wolontariuszy Jurka Owsiaka. To działa. Przykład? Wygrana Andrzeja Dudy z jego mrówczą pracowitością w powiatach, co mu trzeba przyznać. Prawica obdzieliła się już niemal wszystkim, co było do wzięcia. Ostatnio nowa elita podwyższyła sobie apanaże jak trzeba czyli w granicach stu procent. Tłuste misie władzy mogą już nie mieć takiej motywacji, żeby walczyć o frukta, jak u zarania dobrej zmiany. To też warto mieć w umyśle w staraniach o przywrócenie normalnego państwa.

Po spożyciu wszystkiego co dało się zjeść w leśniczówce „Grobka”, gdzie zażywam wolności od wirusa, udałem się do sklepu w Jabłonce, w którym jest wszystko, nawet „Gazeta Wyborcza”. Za mną, po towar, zmaterializował się taki, co wie lepiej i z uśmiechem poinformował panią sklepową, że zapomniał maseczki. Rozeźlił mnie ten jego uśmieszek: – A pan to co, częściowo wniebowzięty – zacząłem zgrabnie, że niby jest jeszcze żywy, ale przekręcić się też może, wirusek się pana nie ima, jest 20 razy więcej zakażeń niż w marcu, dodałem w celu umotywowania swoje referatu, zachowując przepisową odległość nie tylko ze względu na covida. Zwinął się i trochę go nie było. Cholera – pomyślałem – samochód mi zarysuje, co mnie naszło z tym naprostowywaniem narodu. Po jakimś czasie przychodzi. W maseczce. Kierowniczka go pochwaliła, że taki zdyscyplinowany. Zrobił się cały w skowronkach. Jak to z ludźmi nic nie wiadomo!

Jerzy Dzięciołowski

P.S. Tytuł zaczerpnąłem z przemyśleń pani Ilony Łepkowskiej, znanej producentki filmowej i scenarzystki, która po wyborach prezydenckich zmarnowana i zgnębiona, ale postanowiła się otrzepać i pozostać aktywną.

 

Polub nas i obserwuj

Tu też jest miejsce na twoją reklamę

Porozum się z redakcją!