Z ręką w nocniku

Miejsce na reklamę

Tu jest miejsce na twoją reklamę.
©NŻG
Print Friendly, PDF & Email

 

 

Stało się. Prezydentem ostał się człowiek – kukiełka, którego główny pociągający za sznurki nie ceni, a jest mu potrzebny w charakterze długopisu. W przemianę marionetki w faceta trudno uwierzyć (chociaż trzymanie w przedpokoju już mu nie grozi), bo charakter się ma albo nie. Nowo tworzone elity mogą się cieszyć. Przedłuża się czas uwłaszczania na tym, co do kasy państwa wniosą pracujący Polacy. Radość z dołożenia przeciwnikom „dobrej zmiany”, a jest już pokaźna grupka obywateli, w tym zmiana pokoleniowa czyli młodzi, nie potrwa za długo. Nadchodzi okres brutalnych wyzwań. Nie znamy stanu finansów państwa, bo władza wolała nie spowiadać się przed finałem wyborów. Wymuszone uśmiechy na twarzach ministrów, na czele z premierem, oraz partyjnej wierchuszki w czasie wieczornego świętowania ponownego zdobywania Pałacu Namiestnikowskiego, swoje mówią. Miało być zwycięstwo przekonywujące, żeby móc się podzielić z Narodem odpowiedzialnością za przyszłość kiedy nadejdzie czas rozliczenia się z obietnic i wyrok: sprawdzam!

A tu wiktoria „o włos”. Hołownia mógł się wypowiedzieć nie półgębkiem, Kosiniak-Kamysz nie wyduszałby z siebie z kim mu nie po drodze, mniej wojowników Bosaka olałoby wybory, ergo opozycja byłaby w miarę kompletna i byłoby po herbacie. Nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać z tych nieustannych powtórek z ambicyjkami, dąsami, strojeniem min itd. politycznego planktonu oraz ich przywódców. Jak będzie, okaże się w tak zwanej przestrzeni do wyborów, już za 3,5 roku. Jedno jest pewne: rzeczywistość, którą przyjdzie ogarnąć władzy – jest nie do pozazdroszczenia. Pomijając kwestie relacji wrogich plemion, już w proporcjach pół na pół, stosunków państwo-kościół, kolizji ze wszystkimi na około, które są tematami samymi w sobie, w obszarze gospodarki – gdzie się nie dotknie, to strach się bać.

Można przyjąć, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że dziura w budżecie jest bezdennie głęboka. Wymienię trzy powody: pierwszy, to strategia gospodarowania na zasadzie rozdawnictwa, żeby utrzymać władzę oszczędnościom nie służy. Drugi: trzeba było zastopować funkcjonowanie gospodarki. Trzeci: zadłużanie się w tempie około dziesięciu miliardów na miesiąc musi się odbić na budżecie (konieczność regulowania rosnących odsetek od sprzedanych obligacji Skarbu Państwa).

Narasta problem zapotrzebowania kraju na energię. Minęły kolejne lata braku strategicznych decyzji w tej sprawie. Już wiadomo, że na węglu długo nie pociągniemy z racji kosztów jego wydobycia jak i funkcjonowania elektrowni na tym paliwie (opłaty za zanieczyszczenie środowiska). Sieci przesyłowe to infrastruktura z PRL. Częściowo tylko zastąpiono światłowodami sieć telefinformatyczną. Trwają dyskusje czy postawić na siłownie wiatrowe, czy – w większej mierze – na atomowe. Stan chaosu. Zanosi się na zwiększenie importu energii.

Jako populacja – starzejemy się. Chwilowo emeryci dzielnie trwają na barykadach chroniących pisowskie państwo przed naporem różnych lewaków, tęczowych przechrztów i ukrytych wielbicieli Krzyżaków. Ale co będzie, jak ZUS nie wydoli?! Już ma deficyt 80mld zł, uzupełniany z budżetu. Zbankrutować ZUS nie może. Chyba, że zbankrutowałoby państwo. Ale z tą trzynastą emeryturą nie mówiąc o siedemnastej i i osiemnastej, jak zaznaczał w kampanii pan prezydent, wtedy jeszcze in spe, może być krucho. I co wtedy? Schodzenie z barykady?

Mógłbym ciągnąć tę listę: służba zdrowia na granicy wydolności, edukacja oparta na wkuwaniu, horrendalnie drogie mieszkania niedostępne dla młodych, groźba narastającej suszy, tworzenie wiarygodności Polski jako miejsca do inwestowania… A równolegle pomysły rozruszania gospodarki z repertuaru megalomańskich (Centralny Port Komunikacyjny) czy rodem z groteski (Mierzeja Wiślana). Smutek na twarzach władców pisowskiego państwa jest uzasadniony. Obudzili się w poniedziałkowy poranek po wyborach nie tylko wzbogaceni o posiadanie eciąż własnego prezydenta, ale też ręką w nocniku, Byłoby zdradą państwa, powiedział Jan Krzysztof Bielecki w powyborczym wywiadzie, gdyby ta władza dopuściła do utraty środków z Unii Europejskiej.

Do rozstrzygnięcia jest sprawa: środki z UE dla Polski na wychodzenie z zapaści gospodarczej – tak. Ale dla Polski praworządnej.

Jerzy Dzięciołowski

Polub nas i obserwuj

Tu też jest miejsce na twoją reklamę

Porozum się z redakcją!