Kopalnie w cieniu pandemii

Miejsce na reklamę

Tu jest miejsce na twoją reklamę.
©Angela, Pixabay
Print Friendly, PDF & Email

 

 

Nikomu nie uda się próba „aksamitnej likwidacji górnictwa”, jak zapewniał media szef Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności Dominik Kolorz. Odniósł się w ten sposób do postoju 10 śląskich kopalń z polskiej grupy górniczej i dwóch z Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Wstrzymanie od 9 czerwca wydobycia w tych zakładach, choć tylko czasowe – i związane z pandemią, mocno pogorszyło nastroje. Powiało widmem likwidacji. Tak napiętej sytuacji na Śląsku nie było od czasu, gdy 5 lat temu policja strzelała do górników gumowymi kulami w czasie strajku w Jastrzębskiej Spółce Węglowej.
Jedni wieszczą zmierzch ery węgla, przyspieszony koronawirusem, inni próbują ratować sytuację tworzeniem nowych struktur węglowych (np. Polski Węgiel), „ulepszaniem” programu dla Śląska i apelami o dialog. Popatrzmy na te działania w nieco szerszym kontekście.
Szóstego lipca br. 12 wspomnianych kopalń, zatrudniających 34,5 tys. osób, po trzech tygodniach wstrzymania wydobycia wróciło do pełnej pracy. Za postój w 80% zapłaci tarcza antykryzysowa, resztę mają pokryć spółki górnicze.
Blisko miesiąc wcześniej (8 czerwca) na specjalnie zwołanej konferencji nadzorujący sektor górniczy wicepremier i szef Ministerstwa Aktywów Państwowych (MAP) Jacek Sasin poinformował: od jutra nie ma wydobycia w 10 kopalniach Polskiej Grupy Górniczej (PGG) i dwóch Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW), postojowe będzie stuprocentowe. Wicepremier tłumaczył, że czasowe wstrzymanie pracy obejmie kopalnie, gdzie odnotowuje się zarażenie koronawirusem, a których załogi nie zostały w pełni przebadane na jego obecność. W tym samym dniu prezydium Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność” i Zakładowa Organizacja Koordynacyjna Solidarności w PGG w liście do premiera domagały się natychmiastowego wycofania decyzji wicepremiera o wstrzymaniu od 9 czerwca wydobycia w 12 kopalniach. „Realizacja tej decyzji w praktyce doprowadzi do trwałego zamknięcia tych zakładów i upadłości likwidacyjnej PGG” – napisali szef Śląsko-Dąbrowskiej „Solidarności” Dominik Kolorz i przewodniczący Związku w PGG Bogusław Hutek. Zdaniem związkowców niezrozumiały jest też fakt, że decyzja o wstrzymaniu wydobycia obejmuje również kopalnie, w których wśród załogi nie stwierdzono przypadków zakażeń. W ocenie przedstawicieli strony społecznej decyzja resortu zagraża funkcjonowaniu kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy w tych zakładach, a także – czytamy w stanowisku – prowadzi do likwidacji kolejnych kilkunastu tysięcy w firmach sektora okołogórniczego. „To katastrofa gospodarcza i społeczna” – ocenili liderzy związkowi.

Kulisy postoju

„Nasze oburzenie wynikało ze stwierdzenia o konieczności zamknięcia kopalń” – deklarują związkowcy. Tam, gdzie są np. zagrożenia ruchem górotworu czy zagrożenia pożarowe, ścian wydobywczych nie można opuścić na więcej niż 1-2 dni. Pamiętajmy, że kopalnia to nie fabryka czekoladek” – wyjaśniali mediom związkowcy. Uważają też, że 100% zarobków dla tych, co na postojowym siedzą w domu i dla tych, co ciężko pracują, to nie jest sytuacja do przyjęcia. Z kolei obciążenie kosztami postojowego PGG przy jednoczesnym pozbawieniu spółki możliwości uzyskiwania przychodów spowodowałoby w ciągu miesiąca stratę ok. 500 mln zł. Decyzja o przestoju kopalń w odczuciu górników i ich reprezentacji związkowej może być krokiem do aksamitnego wygaszania i likwidacji górnictwa, jak to określają. „Nikomu to się nie uda” – deklaruje Kolorz.
W odpowiedzi na list związkowców MAP opublikowało oświadczenie, w którym zapewniono, że wspomniana decyzja podyktowana była „wyłącznie względami bezpieczeństwa zdrowotnego górników, ich rodzin oraz mieszkańców Śląska”. (Warto pamiętać, że Śląsk jest województwem o największej liczbie potwierdzonych zakażeń – przyp. red.) MAP deklaruje, że przez cały okres wstrzymania wydobycia prowadzone będą prace i roboty niezbędne do zabezpieczenia kopalń przed zagrożeniami naturalnymi w taki sposób, aby można zapewnić natychmiastowy powrót do normalnej produkcji po trzech tygodniach postoju. W oświadczeniu Ministerstwa podkreślono też, że górnictwo węgla kamiennego jest ważnym sektorem gospodarki. „Ministerstwo Aktywów Państwowych jest zdeterminowane, by sytuację w górnictwie jak najszybciej wyprowadzić na prostą i osiągnąć stabilizację”. Minister – czytamy w dokumencie – „w pełni podziela troskę strony społecznej o sektor górnictwa węgla kamiennego i zapewnia, że podjęte zostaną wszelkie niezbędne działania, by sytuację w tym sektorze ustabilizować oraz by żaden z górników nie stracił pracy”.
Deklaracja MAP, by jak najszybciej wyprowadzić górnictwo na prostą, budzi optymizm, ale i obawę o szansę jej realizacji. „To ciężko chory pacjent” – mówi Dominik Kolorz.
Sektor ma problemy z płynnością finansową, współpracą z energetyką i nadmiarem węgla. Nie wiadomo, czy państwowe koncerny energetyczne będą go odbierać. ENEA i Tauron nie zamówiły na kwiecień w PGG ani jednej tony polskiego węgla. Gwarancje jego odbioru podpisane z koncernami obowiązują tylko do końca czerwca. Na dodatek energetyka zużywa coraz mniej tego surowca – spadek spowodowany jest m.in. pandemią i zmniejszeniem zużycia energii. W ub.r. Energetyka zużyła jedynie 36,1 mln ton, to jest o ponad 3 mln ton węgla kamiennego mniej niż rok wcześniej – najmniej od czasów PRL. Niesprzedany węgiel nie mieści się już na hałdach przykopalnianych, więc pod koniec stycznia stworzono centralny magazyn węgla w Ostrowie Wielkopolskim, trafiło tam póki co niewiele surowca (530 tys. ton). Elektrownie też skarżą się na nadmiar węgla. W sumie na zwałach kopalń i elektrowni czeka na kontrahenta ok. 14 mln ton węgla, a równocześnie z za granicy sprowadziliśmy w ub.r. 16,7 mln ton, w tym z Rosji 10,8. Górnicy fedrują mniej, ale fedrują, np. w PGG 5 dni w tygodniu z płacą obniżoną o 20% i jedynie trzymiesięczną perspektywą roboty. Choć niesprzedany węgiel idzie w miliony, do Portu Północnego wpływają wciąż statki z tym surowcem, bo spółki – głównie prywatne – mają długoletnie kontrakty (państwowe zakupiły w ub.r. 4 mln ton). Stąd ratunkowe pomysły – nierealne jak monopolizacja i realne jak program dla Śląska. Przykład pierwszych to wielka struktura pt. „Polski węgiel”. Do tego koncernu miałyby wejść spółki bogate jak JSWczy Węglokos Kraj i kandydaci na bankrutów – jak PGG czy Tauron Wydobycie.
– To niszczenie dobrych kosztem gorszych, to pudrowanie trupa – mówi dosadnie Kolorz.

Zielony ład po polsku

Szansą jest program dla Śląska. O nowe otwarcie programu i jego zrewidowanie apeluje w stanowisku z 30 czerwca zarząd regionu śląsko-dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”. Przedstawiciele regionalnych władz związku wyrazili w stanowisku satysfakcję z objęcia przewodnictwa w Radzie Wykonawczej Programu dla Śląska przez premiera Mateusza Morawieckiego. Poinformował on o tym po IV posiedzeniu rady (18 czerwca w Katowicach). Szef rządu podał też, że z ogólnej puli środków na program – łącznie 61-62 mld zł – w projekty jest już zaangażowanych 58 mld zł, a 22 mld to już „realnie pracujące pieniądze”. Premier zapowiedział również, że rada wykonawcza dokona w ciągu dwóch tygodniu przeglądu projektów ujętych w programie. Komentując jego wystąpienie, Dominik Kolorz ocenił, że premier przyjął do wiadomości, iż ponad 50% tego programu nie działa, a realizowane są praktycznie tylko inwestycje drogowe i kolejowe. Kolorz zapowiedział też, że Solidarność będzie rekomendowała zrewidowanie programu dla Śląska i dostosowanie go do nowych realiów będących wynikiem epidemii Covid-19 oraz wprowadzonej przez Komisję Europejską koncepcji Europejskiego Zielonego Ładu.
Na liście dotychczasowych inwestycji (jak podaje PAP z 3 lipca br.), którym w ocenie związku należy nadać priorytet, znalazły się: budowa kompleksu produkcji wodoru z gazu koksowniczego przez Grupę JSW przy pomocy finansowania z narodowego Centrum Badań i Rozwoju. W tej grupie znalazła się również rewitalizacja bloków energetycznych 200 MW w Elektrowni Łaziska oraz budowa opalanego węglem kamiennym nowego bloku kogeneracyjnego w elektrowni w Rybniku. Druga grupa to inwestycyjne projekty z dziedziny niskoemisyjnej energetyki węglowej. Jeden z nich to budowa na Śląsku instalacji IGCC (blok energetyczny gazowo-parowy ze zintegrowanym zgazowaniem węgla). Obecnie na świecie funkcjonuje jedynie kilkadziesiąt instalacji IGCC.
W ocenie śląsko-dąbrowskiej Solidarności, która była współinicjatorem programu dla Śląska, realizacja rekomendowanych inwestycji może stanowić pierwszy etap tworzenia krajowej polityki klimatycznej. W odróżnieniu od strategii UE nie dąży ona do realizacji celów ekologicznych wyłącznie poprzez nakazy redukcji dwutlenku węgla kosztem likwidacji całych gałęzi gospodarki i utraty setek tysięcy miejsc pracy. „Polska polityka klimatyczna powinna opierać się właśnie na inwestycjach w nowe technologie, które umożliwią wykorzystanie istniejącego potencjału przemysłowego i krajowych surowców energetycznych, a jednocześnie pozwolą realizować ambitne cele dotyczące obniżenia emisji dwutlenku węgla – podkreślono w stanowisku zarządu regionu. Jedynie takie przewartościowanie założeń polityki klimatycznej pozwoli dokonać prawdziwie sprawiedliwej transformacji” – uważają związkowcy.
„Inwestycje w modernizację tradycyjnego przemysłu połączone z budową innowacyjnych sektorów gospodarki to jedyny sposób, aby uchronić nasz region przed trwałą społeczno-gospodarczą degradacją, która jest nieunikniona w przypadku wdrożenia modelu transformacji zapisanego w unijnej strategii Europejskiego Zielonego Ładu” – zaznaczono w stanowisku.

Nadzieja w dialogu

W związku z programem i ogólną sytuacją w rolnictwie zarząd Związku Zawodowego Górników w Polsce (ZZGwP) domaga się zorganizowania posiedzenia Zespołu Trójstronnego ds. Bezpieczeństwa Socjalnego Górników. Związkowcy wyrażają zaniepokojenie i zdziwienie odmową zwołania zespołu. Nie wiadomo, ile jeszcze potrwa pandemia, a jest wiele spraw, które wymagają omówienia w szerszym gronie z udziałem strony społecznej, rządowej czy pracodawców. Wszyscy w branży zastanawiają się, co dalej będzie ze spółkami węglowymi, a także co będzie zawierał nowy program dla Śląska. „Nie widzimy powodów, dla których instytucja dialogu społecznego, jaką jest Zespół Trójstronny ds. Bezpieczeństwa Socjalnego Górników, nie mogłaby obecnie obradować na te tematy” – napisano w kolejnym wniosku o zwołanie zespołu.
W piśmie do Wacława Czerkawskiego, współprzewodniczącego zespołu i przewodniczącego Rady OPZZ województwa śląskiego Maciej Małecki, sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych wskazał jednak, że nie widzi możliwości zorganizowania posiedzenia zespołu w sytuacji panującej pandemii. Przypomniał również, że w obliczu kryzysu zdrowotnego i gospodarczego minister aktywów państwowych jest w stałym kontakcie ze stroną społeczną. Dowodem na to jest m.in. wypowiedź wicepremiera Sasina na spotkaniu z okazji uruchomienia przez PGG dwóch farm wiatrowych, który zwrócił uwagę na to, jak ważny jest dialog społeczny przy planowaniu i realizacji transformacji polskiego miksu energetycznego (informuje o tym śląskibiznes.pl 30 czerwca): Wiemy, że to bardzo trudny proces wymagający przede wszystkim społecznej akceptacji i zrozumienia. Będziemy rozmawiać ze wszystkimi zainteresowanymi stronami – nie tylko ze spółkami energetycznymi, ale i z przedstawicielami strony społecznej, zarówno sektora energetycznego, jak i górniczego – powiedział wicepremier. Będziemy też oczywiście informować społeczeństwo, jakie są podstawy naszych decyzji, jakie będą ich skutki i co chcemy osiągnąć przez dane działania, tak, aby nie budziły społecznych kontrowersji.

Irena Dryll


Powyższą relację w nieco zmienionej formie zamieści „Dialog w Centrum i Regionach” – pismo wydawane przez MRPiPS.

Polub nas i obserwuj

Tu też jest miejsce na twoją reklamę

Porozum się z redakcją!