26 : 1

Miejsce na reklamę

Tu jest miejsce na twoją reklamę.
Print Friendly, PDF & Email

Znowu odnieśliśmy sukces. Do czerwca 2020 roku będzie, rząd jedynie słusznej partii przemyśliwał, czy dołączyć do 26 krajów Unii Europejskiej i podpisać się pod projektem o neutralności klimatycznej na naszym kontynencie w 2050 roku.

To ja mam kilka uwag:

Im później zabierzemy się za zastępowania elektrowni węglowych odnawialnymi źródłami energii, tym bardziej grozi nam sytuacja, że kryzys energetyczny zamieni się w katastrofę. Zagrożenie jest prozaiczne – brak wody. Elektrownie muszą mieć wodę do schładzania kotłów, a zmiany klimatyczne już czynią z naszych rzek potoki. Co gorsza, nie da się w dorzeczu Wisły uzupełnić wody bez wyroków przyrody, co nie jest łatwe do uzgodnienia.

Odnawialne źródła energii muszą powstawać równolegle z olbrzymimi magazynami energii. Takie gigantyczne akumulatorowanie. Bo energia z wiatraków, czy wykorzystywana ze słońca, nie jest stabilna. Wiatry i słońce nie są cały czas dostępne, co zagraża produkcji przemysłowej, transportowi i usługom, które źle tolerują, przerwy w dostawach prądu, nie mówiąc o zwykłych obywatelach. Szacuje się, że sama sieć energetyczna dla OZE, to nakłady rzędu 100 mld zł. Trzeba je rozłożyć w czasie, a nie w czasie odsuwać.

Tłumaczenie, że nie stać nas na transformację energetyczną jest zakłamywaniem rzeczywistości. W ciągu ostatnich czterech i pół lat na import gazu i węgla, z kolejnych budżetów państwa wydatkowano ponad 250 mld zł. Odsuwanie decyzji trudno nazwać inaczej jak działanie samobójcze.

Trudno też sobie wyobrazić, żeby rząd i jego eksperci nie zdawali sobie sprawy, jak wygląda stan i perspektywy zaopatrzenia kraju w energię.

Inaczej mówiąc: działanie typu „byle do jutra” jest świadomym szkodzeniem Polsce.

Jerzy Dzięciołowski

Polub nas i obserwuj

Tu też jest miejsce na twoją reklamę

Porozum się z redakcją!