Czas wygaszania oczekiwań

Miejsce na reklamę

Tu jest miejsce na twoją reklamę.
© Pixbay
Print Friendly, PDF & Email

 

 

Mam kolegę, zza barykady, który na „dzień dobry” zauważa, że to moje opowiadanie, że na jednym silniku (konsumpcja), bez wzrostu inwestycji, gospodarka nie wydoli, że jest to wymądrzanie w stylu „warszawki”, i że żadnego dobijania do ściany za rok, dwa nie będzie. A co będzie za rok czy dwa, to zobaczymy. Ja mu na to, że nie mamy już czasu na „zobaczymy”, bo w gospodarce młyny mielą wolno, ale nieubłaganie, czyli że to są procesy. I tak się przepychamy.

Zrobiłem sobie zestawienie plusów dodatnich (tych w miarę znanych) to znaczy skąd rząd będzie wyciskał środki dla spinania budżetu. Podatki (typu VAT planowane, ponad 200 mld w przyszłym roku) i zadłużanie się pomijam, bo to każdy rząd ma jak w banku i od tych wpływów zaczyna budowanie budżetu. Innymi słowy chodzi mi o swojego rodzaju około podatki, które stanowią „języczek u wagi” dla sfinansowania wyborczych obietnic, a także wpływy ekstra.

Ministerstwo Finansów wyliczyło, że planowane zniesienie limitu składek ZUS da budżetowi dodatkowo 5,1 mld zł. Pech chce, że frakcja Gowina w PiS umocniła się po wyborach a jej szef „już zapowiedział”, że on i jego ludzie z Porozumienia tego pomysłu nie poprą. Ważnym źródłem zasilenia budżetu ma być OFE. Aktualnie w OFE oszczędności ma 15,8 mln Polaków, którzy w tych funduszach odłożyli 162 mld zł.

OFE przestaje istnieć. Każdy będzie miał wybór, czy przekazać swoje oszczędności na indywidualne konta emerytalne (czyli IKE), za co fiskus zgarnie 15 proc. prowizji, czy w 100 proc. wpłacić te oszczędności do ZUS. PiS już przygotował projekt ustawy i liczy, że 80 proc. Polaków wybierze IKE. A jak wybierze IKE więcej rodaków? To z opłaty dla rządu (te 15 proc.) nici, a w każdym razie mniej niż przewidywany miliard rok po roku.

Rząd zamierza w pełni oskładkować umowy – zlecenia. Po zmianach trzeba będzie płacić składki od każdej umowy niezależnie od jej wysokości (obecnie płaci się od jednej umowy w wysokości pensji minimalnej, czyli 2250 zł brutto). Kreuje się sytuacja jak w dyskusji o podniesieniu płacy minimalnej do 300 tys. zł – pieniążki przepływać będą pod stołem. Dodatkowo trwają przymiarki do oskładkowania umów o dzieło wykonywanych przez studentów. 4,6 mld zł ma przynieść w przyszłym roku sprzedaż uprawnień CO2. Wpływy w wysokości 3,6-4,5 mld zł zapisano do przyszłorocznego budżetu za sprzedaż częstotliwości komórkowych 5G.

Cała ta wyliczanka może się okazać, że to małe piwo. Jeśli inflacja, która „bynajmniej”, jak mawiają przedstawiciele suwerena, nie jest już symboliczna i zżera dochody z 500 plus i innych zasiłków socjalnych, będzie rosła, to NBP wespół z Radą Polityki Pieniężnej będzie musiał podnieść stopy procentowe, żeby inflacja sobie nie hulała. Wyższa inflacja w krótkim okresie zwiększa dochody budżetu, ale w dłuższym wprost przeciwnie – zwiększa wydatki. Na przykład opłacenie odsetek za pożyczone pieniądze. A to już są wydatki idące w dziesiątki miliardów złotych. Jeśli na to nałoży się słabnący wzrost gospodarczy (planowany 3,7 proc. wzrost PKB w przyszłym roku, a nie 4,6 przewidywany w tym roku), to budżet nie otrzyma wystarczających dochodów, aby pokryć rozpędzone wyborczymi obietnicami apetyty. Nie przypadkiem chodzą tzw. słuchy, że 13-ta emerytura może się nie ziścić. Zresztą nie zapisano w budżecie kwoty 10 mld zł, przewidywanej na ten cel i miała te środki „wygospodarować” dopiero nowelizacja budżetu. Tak czy owak nowy-stary rząd bliższy będzie „wygaszaniu” oczekiwań społeczeństwa, co skromnie zauważył Mateusz Morawiecki, potwierdzony premier nowego rozdania.

Jerzy Dzięciołowski

Polub nas i obserwuj

Tu też jest miejsce na twoją reklamę

Porozum się z redakcją!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.