Jerzy Dzięciołowski: Młyny w gospodarce mielą wolno, propagandzie się nie poddają

Miejsce na reklamę

Tu jest miejsce na twoją reklamę.
Print Friendly, PDF & Email
Niekorzystne sondaże poparcia dla ekipy sprawującej władzę zbiegły się w czasie z opublikowaniem danych GUS, które cieszą rząd. Niezależnie od tego, na ile jest to zbieżność przypadkowa a nie wynikająca z chęci przykrycia informacji o przewagach opozycji, sprawa jest warta kilku słów komentarza.

Okładanie się polityków zwaśnionych i mniej zwaśnionych ugrupowań danymi w relacjach miesiąc do miesiąca czy nawet rok do roku postępu nie uczyni. Krajobraz mamy taki oto: bezrobocie jest najniższe od lat, 500 plus nakręciło konsumpcję, wyhamowane zostały przekręty z VAT, eksporterzy wykorzystują poprawiającą się koniunkturę w Unii Europejskiej i poza nią, podniosły się płace, zmniejszyła strefa ubóstwa, międzynarodowa agencja ratingowa klasyfikuje Polskę na pozycji siódmej, ósmej w UE, czyli, że sobie radzimy.

Po drugiej stronie: wydatki socjalne finansowane są z szybkiego przyrostu długu publicznego, samorządy, największy inwestor, nie kwapią się z ogłaszaniem, co zamierzają robić, w przedsiębiorstwach odtwarza się zdolności produkcyjne, ale nie rusza się z inwestycjami rozwojowymi. Jedwabny szlak z Chin i z powrotem, Centralny Port Lotniczy, Kaskady na Wiśle mają działać na wyobraźnię, ale oparcia w możliwościach budżetu i społecznym przekonaniu, że są to cywilizacyjne cele rozwojowe, nie mają. Znalezienie środków dla ponad 300 tysięcy nowych emerytów, którzy w związku z obniżeniem wieku emerytalnego staną się pensjonariuszami ZUS – to sprawa sama w sobie.

Do obu stron tego bilansu można dorzucić dane. Nie uniknie się jednak konkluzji, że mamy do czynienia z sytuacją funkcjonowania gospodarki z dnia na dzień. Podstawowe fundamenty stabilnej gospodarki: tworzenie oszczędności w okresie koniunktury i określenie celów rozwojowych, z których urodzą się produkty mające gwarancje zbywalności na rynku wewnętrznym i poza granicami, kiedy koniunktura będzie słabnąć – nie zostały stworzone.

Jest niepokojące, że brakuje w tzw. przestrzeni publicznej danych Narodowego Banku Polskiego, jednego z głównych źródeł wiedzy o kondycji gospodarki i bazy analitycznej dla decyzji Rady Polityki Pieniężnej, która ma dbać o siłę złotówki. Nie dostarcza też tych informacji Najwyższa Izba Kontroli, która ma uprawnienia do kontroli NBP niezależnego od rządu.

Młyny w gospodarce mielą wolno, propagandzie się nie poddają, a rezultaty potrafią być brutalne. Jeśli dojutrkowe bilansowanie gospodarki przełoży się na trend spadkowy, to odwrócenie tej sytuacji będzie trudne i trwać będzie latami. Włącznie z obcinaniem emerytury i wyjazdami „za chlebem”. Doświadcza tego Grecja, która nie bankrutuje tylko dzięki kroplówkom z Unii, a głównie z Niemiec.

Właśnie skończył się okres spłacania szaleństw z epoki Gierka. I wystarczy.

Jerzy Dzięciołowski

Polub nas i obserwuj

Tu też jest miejsce na twoją reklamę

Porozum się z redakcją!