Ofiara szczególnej troski

Miejsce na reklamę

Tu jest miejsce na twoją reklamę.
Print Friendly, PDF & Email

Było pięknie. Słoneczko zaglądało na poddasze leśniczówki. Osika za łąką migotała delikatnie listkami witając poranek. – wstawaj chłopie, szkoda życia, zachęciłem się do opuszczenia łóżka, i wtedy okazało się, że lewa noga od biodra do podłoża nie funkcjonuje. Najpierw rzuciłem kurwą (chociaż tak w ogóle to nie klnę, z wyjątkiem meczów piłki nożnej), ale nie pomogło. Od razu zmieniła mi się życiowa perspektywa: człowiek jak w miarę sprawnie porusza nogami, czy innymi członkami, to w ogóle tego nie docenia. Strasznie mi się skurczyło przekonanie, że jestem człowiek wolny. Zanim wyciągnąłem zwłoki spod kołdry miałem wszystko: las, łąkę, słońce, ciszę, wodę w wiadrze, zapas świeczek, drwa do kuchni i brak zasięgu.

Generalnie składam się z samych kontuzji, bo ciągle się ścigam ze sobą, ale ta była jakaś inna, jak ostatnie ostrzeżenie. Zawinąłem nogę we wszystkie posiadane bandaże, doczołgałem do samochodu i zacząłem, wyrażając się górnolotnie, testować cierpienie we wciskaniu sprzęgła.

Pan prof. Dr n. medycyny, ortopeda, specjalista od różnych ofiar szczególnej troski, był bardzo zadowolony, że mi może skręcić nogę mniej więcej o 10 cm. Ja mniej, ale zajęty byłem studiowaniem bólu, który mi zadał. Z panią od rentgena od razu się porozumieliśmy: – wie pan, jak przychodzą tu do mnie takie geriatryki, to ja im mówię, nie jest tak źle, po prostu zużycie materiału”. Wyszło, że staw jest w porządku. Dalszym katowaniem miał się zająć fizjoterapeuta. Pan profesor zlecił „młotkowanie”.

Pochwaliłem się w myślach, że się zrewitalizuje w Centrum Medycyny Sportowej, gdzie miałem usługi w pakiecie, a poza tym przyjemnie jest być członkiem wspólnoty sportowej, które nie mogą sobie złożyć buta. Zupełnie mi nie przeszkadza, że w rankingu sław, które zapełniają CMS jestem w sporcie najlepszy na naszym korytarzu w bloku. Liczy się wspólnota cierpienia. Jakbym się jednak nie dowartościowywał, nie dało się ukryć, że wypadłem z obiegu. Nie na tyle jednak, żeby nie zauważyć (w końcu zrobiłem się ułomny na nogę, a na głowę to jeszcze chwilę potrwa), że kaznodzieja z Nowogrodzkiej, umyślił sobie, żeby zamienić III Rzeczpospolitą w państwo dobrobytu. Na dzień dobry płaca minimalna ma wynosić 3000 zł a zapłacić mają za to przedsiębiorcy. W 2017 r. zwykły poseł był uprzejmy zauważyć, że jak się przedsiębiorcom nie podoba w Polsce, to mogą sobie zmienić zawód. Jakoś uszło to uwadze, bo nikomu w obszarze gospodarki, nie mieściło się w głowie (jeszcze), że można zaproponować państwo dobrobytu rozdając frukta z cudzej kieszeni. A tu proszę, słowo staje się ciałem. Przez blisko dwadzieścia lat prowadziłem przedsiębiorstwo, które produkowało „Nowe Życie Gospodarcze”. Nie był to specjalnie chodliwy produkt. Ale kilak nawiedzonych osób uparło się, żeby utrzymać tytuł na rynku. Taka straceńcza misja. Zanim już nie dało się zrobić dalszych oszczędności, dysponowaliśmy pokojem o powierzchni 14 m2, gdzie mieściła się księgowość, administracja, sekretariat, trzy biurka i dwa przechodzone komputery oraz prezes. Całe to bractwo pobierało miesięcznie łącznie 4000 zł. Co może dziwne, było nam ze sobą dobrze: jeździliśmy zbierać grzyby, składaliśmy się na jadło w restauracji, były ogniska z piwkiem (i nie tylko), i gra w brydża do upadłego. To składało się na jakość życia, nie tak znowu powszechną i niekoniecznie motywowaną zyskiem. Zadekretowanie nam płacy minimalnej na poziomie 3000 zł – oznaczałoby bankructwo z dnia na dzień. To równie mądre jak wtrącanie się kto, z kim, i gdzie ma spać. Ciekawe co by Prezes powiedział, jakby mógł mieć tylko rudego kota. Płacę minimalną można i trzeba podnosić. W sensownej relacji do płacy średniej: 50% jest w porządku uważa były szef MBP prof. Marek Belka.

Po pierwszym „młotkowaniu”, czyli uderzaniu falami, tam, gdzie najbardziej boli pan fizjoterapeuta zauważył: – No proszę, ciągle pan żyje -. Zamierzałem oddać się błogostanowi na łonie natury a trafiłem do obozu karnego. Tego nie powiedziałem. – Staram się – odpowiedziałem grzecznie, mając na uwadze jeszcze pięć „młotkowań”. W gruncie rzeczy powinienem dziękować losowi. Kilka milionów Polaków czeka miesiącami, a nawet latami, na pomoc fizjoterapeutów, a ja tu ma usługę w pakiecie i od razu. Policzyłem: cykl młotkowania – 400 zł, wizyta u ortopedy 190 zł, rentgen – 70 zł, trzy razy taksówka w ciągu miesiąca – 300 zł (poza tym transportuje mnie Tomek – mąż córy). Wychodzi – ok. 1000 zł. Mógłbym mieć dyskomfort, że się leczę prywatnie a tysiące obywateli nie może. Ale nie mam. Przez 55 lat pracy zawodowej państwo ściągało ze mnie podatek na służbę zdrowia. Uzbierało się tego około pół miliona złotych. Miałem szczęście, że raz korzystałem, z pobytu w szpitalu przez trzy dni. Dobrze, że te moje składki służą innym. Niedobrze – że niewystarczająco. Taksówkarz, z którym wracałem, do domu bez dłuższych wstępów określił swoje barwy polityczne. – Jestem za lewicą, ci czarni tak się rozzuchwalili, że się niedobrze robi, ktoś musi rozdzielić Państwo od Kościoła. Uzgodniliśmy jeszcze, że Małgorzata Kidawa – Błońska zmiażdży w Warszawie naczelnika z Nowogrodzkiej, że dobrze chce i jest ładna. Pan prezes też jest ładny – powiedział kierowca – Inaczej.

– Miło się gawędziło. – zauważył na odchodne i żebym wysiadając uważał. Trafna uwaga. Mamy taką znajomą panią Inkę. Ma lat dziewięćdziesiąt. Ostatnio wysiadała z taksówki i złamała sobie miednicę. Po dwóch miesiącach się zrosła. Kajka, nasza córka, która ją odwiedza, mówi, że jak za nią idzie, to ledwie nadąża. To mi dobrze rokuje.

Jerzy Dzięciołowski

Polub nas i obserwuj

Tu też jest miejsce na twoją reklamę

Porozum się z redakcją!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


wp-puzzle.com logo

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.