Polska zbrojeniówka z kompleksem „gorszości”

Miejsce na reklamę

Tu jest miejsce na twoją reklamę.
Siedziba Polskiej Grupy Zbrojeniowej w Radomiu ©Kubsson94, Wikipedia
Print Friendly, PDF & Email

 

 

Zaniedbywany przez lata przemysł wymaga dziś wsparcia, by dać impuls do rozwoju całej gospodarki. Tak dzieje się na świecie – mówił Stanisław Głowacki (lider solidarnościowych związkowców zbrojeniówki) na posiedzeniu 12 lutego zespołu ds. rozwoju przemysłowego potencjału obronnego i modernizacji technicznej sił zbrojnych RP. Apelował: – My nie mówimy, że chcemy na podwyżki, ale na modernizacje i inwestycje.
Związkowiec nawiązał do przedstawianej zespołowi przez przedstawicieli MON wstępnej oceny realizacji procesu modernizacji technicznej sił zbrojnych RP za 2018 r. i planu zamówień modernizacyjnych resortu obrony na 2019 r. Modernizacja techniczna pochłania znaczą część budżetu obronnego. W ubiegłym roku wydano na ten cel blisko 12, 8 mld zł, w tym udział kontrahentów krajowych wyniósł ponad 5,5 mld zł (41%), zagranicznych 7,2 mld zł (59%). W tym roku udział krajowego przemysłu wzrasta, umowy zawarte z polskimi firmami wynoszą ponad 6,4 mld zł. Większość (71%) dotyczy Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. (d. PGZ).
W dyskusji strona społeczna, zarówno związkowcy, jak i pracodawcy, mieli jednak sporo zastrzeżeń do funkcjonowania całego systemu pozyskiwania sprzętu wojskowego na modernizację. Obecny system jest rozproszony i niewydolny, odpowiada za jego funkcjonowanie kilkanaście instytucji. Podstawą reformy systemu miała być Agencja Uzbrojenia, ale jak powiedział przewodniczący obrad, wiceminister obrony Marek Łapiński, w roku wyborów nie zrealizujemy tego projektu.
– To sprawa na kilka lat, a nam chodzi o bieżąca współpracę przemysłu z MON. Chcemy jak największego polskiego udziału we wszelkiego rodzaju zakupach i inwestycjach – mówili dyskutanci.
– Jak najbardziej jestem za tym, aby kupować w polskich firmach – deklarował wiceminister obrony. W tym roku wartość zakupów na jednego pracownika zbrojeniówki wyniesie ok. 300 tys. zł. Podkreślił, że nie ma mowy o tym, iż polski przemysł jest gorszy, że nie potrafi. Potrafi, ale w porównaniu z firmami zagranicznymi często ma gorsze warunki.
W dyskusji pytano o losy poszczególnych produktów, np. o zapowiedzianą wcześniej modernizację czołgu T-72 w Bumar Łabędy, o program Narew, o dokończenie programu Ślązak, o śmigłowce W-3 ze Świdnika.
PZL Świdnik S.A. (należący do włoskiej firmy Leonardo Helicopters) współpracuje przy ich produkcji z ponad 900 dostawcami i kooperantami.
– Pomimo zapewnień ze strony MON o potrzebie modernizacji tych śmigłowców nie została podpisana żadna rządowa umowa. Ostatnia umowa modernizacyjna na śmigłowce W-3, będąca w końcowej fazie realizacji, pochodzi z 2015 r. – poinformowała Andrzej Kuchta (NSZZ Solidarność – Świdnik). Jego zdaniem wpływa to bardzo niekorzystnie na sytuację firmy rodzi problemy z zatrzymaniem specjalistów, powoduje brak zainteresowania właściciela przedsiębiorstwa w utrzymaniu zdolności modernizacyjnych i inwestowaniu w rozwój, burzy współpracę z kooperantami i skutkuje brakiem tzw. napełnienia robót, czyli brakiem roboty.
W kolejnym punkcie spotkania MON przedstawiło informację dotyczącą stanu realizowanych i przygotowywanych umów offsetowych w obszarze obronności. Offset oznacza system kompensacji wydatków ponoszonych przez kraj dokonujący za granicą zakupów uzbrojenia i sprzętu wojskowego.
– Każdy kontrakt z zagranicznym dostawcą powinien być powiązany z offsetem. Chodzi o transfer w technologii. To jedyny sposób, by zrównoważyć w jakimś stopniu przewagę zagranicznych dostawców – podkreślali zarówno pracodawcy, jak i związkowcy. Stanisław Janas (OPZZ) przekonywał, że zbrojeniówka musi mieć ponadto pieniądze na wdrażanie offsetu, to kosztuje.
Przy każdym projekcie, jak np. Homar czy Wisła, były deklaracje o udziale polskiego przemysłu. A jak naprawdę to wygląda, jeśli chodzi o offset? – pytano.
Członkowie zespołu znali sytuację dotyczącą Homara, czyli zakupu systemu rakietowego Himars (dwa dni przed posiedzeniem zespołu poinformował o tym premier i minister obrony podczas wizyty w I Warszawskiej Brygadzie Pancernej). Zakup Himars’a w ramach zadania modernizacyjnego Homar – jeden z największych kontraktów modernizacyjnych dla polskiego wojska, przez ludzi z branży krytykowany jest za brak offsetu i technologii dla przemysłu polskiego. Przypomnijmy: w połowie ubiegłego roku zakończono postępowanie na dostawę systemu Homar prowadzoną od trzech lat przez PGZ – lidera projektu. Zdaniem MON oczekiwania finansowe dostawców w tym zagranicznych przekraczały założony w resorcie budżet Homara. Chodziło więc o obniżenie kosztów, a także o przyspieszenie zakupu.
– Kibicowaliśmy programowi Homar – mówił z rozżaleniem jeden ze związkowców. – Ale unieważniono wcześniejsze umowy, skończyły się deklaracje o naszym udziale. Co polski przemysł z tego ma?
Zestawy rakietowe Himars kupiliśmy (za ok. 1,5 mld zł) „z półki” szybciej i taniej, ale bez udziału naszych przedsiębiorstw przy ich wytwarzaniu i bez przeniesienia – jak to określają fachowcy – kompetencji technologicznych do naszej zbrojeniówki. Rzec można – coś za coś. Stąd, wyraźnie widoczne w dyskusji, rozczarowanie i sfrustrowanie polskiej zbrojeniówki.
– Będę się przyglądał realizacji programu Homar, a także Narew czy Wisły, nawiasem mówiąc z tej ostatniej umowy offsetowej nie jesteśmy zadowoleni – zadeklarował wiceminister Marek Łapiński i dodał: – Offset nie jest za darmo. Płacimy bardzo duże pieniądze.
W trakcie posiedzenia prezes PGZ Witold Słowik poinformował o rozmowach prowadzonych w sprawie zakupu od Amerykanów przez grupę PGZ tzw. zorganizowanej części rzeszowskiego przedsiębiorstwa lotniczego.
Amerykański koncern United Technologies spółka Pratt & Whitney Rzeszów zajmuje się m.in. produkcją silników i przekładni wykorzystywanych w śmigłowcach – Mi–2 i W-3 Sokół oraz samolotach M-28 Bryza. Jeżeli transakcja dojdzie do skutku, skarb państwa przejmie kontrolę nad częścią sprywatyzowanych w 2002 r. polskich zakładów lotniczych. Nabycie przez PGZ rzeszowskich zakładów będzie istotnym krokiem w kierunku repolonizacji ważnej części polskiego przemysłu lotniczego.
– Proces jest pod kontrolą, pozyskiwane są środki na zakup firmy – informował prezes PGZ.
Na posiedzeniu strona społeczna zespołu przyjęła również dwa stanowiska. Jedno skierowano do Ministra Obrony Narodowej w sprawie braku dla Świdnika nowych umów modernizacyjnych na śmigłowce W-3 w różnych wersjach i drugie skierowane do premiera i rządu RP.
Przedstawiciele strony społecznej, tj. związków zawodowych i organizacji pracodawców uczestniczący w pracach zespołu, wnioskują o pilne dokapitalizowanie PGZ S.A. kwotą 3 mld zł. PGZ to wiodący producent sprzętu dla polskiej armii i największy koncern obronny w naszej części Europy, o rocznych obrotach ok. 4,5 mld zł. Skupia on ponad 60 spółek przemysłu zbrojeniowego, zatrudniających ok. 17,5 tys. pracowników.
„Bardzo zaawansowany i duży program modernizacji technicznej sił zbrojnych wymaga od polskiego przemysłu obronnego ogromnych nakładów inwestycyjnych, by podołać tym wyzwaniom” – czytamy w stanowisku – „(…) Nie może być tak, że będziemy tylko transformować ogromne środki finansowe na zakup sprzętu za granicą, dając zatrudnienie i utrzymanie zagranicznym koncernom, bez możliwości odzyskania chociażby części nakładów przez polskiego podatnika. W przypadku inwestycji w polski przemysł przynajmniej 80% środków przeznaczonych na nakłady na modernizację armii wraca do budżetu państwa”.

Irena Dryll

Relacja w skróconej wersji ukaże się w kolejnym numerze pisma MRPiPS „Dialog w Centrum i w Regionach)

Polub nas i obserwuj

Tu też jest miejsce na twoją reklamę

Porozum się z redakcją!