Świeczki kontra komputer

Miejsce na reklamę

Tu jest miejsce na twoją reklamę.
©Pixabay
Print Friendly, PDF & Email

 

 

W ciekawym ponad zwykłą miarę eseju prof. Jana Hartmana „Żeby komputer nas pokochał” (Magazyn Świąteczny 3-4 listopada G.W.) wyczytałem, że niezadługo stworzonym przez człowieka istotom? cyber ludziom? ze sztuczną inteligencją będziemy potrzebni tylko do tego, żeby je wycierać z kurzu. I że ta zmiana porządku na naszej planecie jest nieunikniona. To mnie nie martwi, bo się na te przyjemności nie załapię. Już teraz nie mogę się zakolegować z komputerem. Nie lubię, żeby wszystko o mnie wiedział. Poza tym z lenistwa. Lubię ciepełko na kanapie wyłożonej baranim futerkiem, kilka dobrych książek obok i wybrane teksty. Nie muszę klikać, a się rozwijam. W dodatku oszczędzam kręgosłup.

Kiedyś myślałem, że za każdym rogiem coś odkryję. Pamiętam w Rio de Janeiro szedłem plażą i szedłem, bo na horyzoncie migały światła a za nimi, uważałem – musiała kryć się tajemnica. A tam była kolejna plaża. To mi przeszło. Nauczyłem się, że ciekawym świata można być bez zaliczania kolejnych zakrętów.

Teraz hipnotyzuje sieć. Najlepiej na pasach dla pieszych albo w miejscach intymnych czyli „sraczyku”. Gdzie, żeby być sprawiedliwym, czytelnictwo też kwitło.

Wchodzi człowiek do metra, a tam wszyscy machają kciukami. Strach wyciągnąć gazetę. Analogowy nie czuje się komfortowo. A jak przywalą jak jakiemuś imigrantowi?! Superkomputer Watsona wyprodukowany przez IBM (podaję za Hartmanem) znacznie lepiej diagnozuje raka i ordynuje terapie. W wieku szkolnym nauczyłem się grać w szachy. Zawsze myślałem, że potrzebna jest do tego szachownica. W jakiejś książce o szachach znalazłem informację, że na tych kwadracikach jest tyle możliwości, że gdyby przeliczyć je na ziarenka piasku dałoby się pokryć naszą planetę kilkucentymetrową warstwą. Wśród szachistów istnieje różnica zdań, czy ilość możliwości jest skończona czy nieskończona. Nasz małolat Jan Krzysztof Duda, wybitny szachista (nie kojarzyć z dwoma osobnikami z Pałacu i „Solidarności”, o tym nazwisku, którzy za wiele nie potrafią) mówi, że do gry w szachy niepotrzebna jest mu szachownica, bo on ma w pamięci stan partii. A na pytanie czy pokonałby Akibę Rubinsteina, szachowego geniusza z ubiegłego wieku, odpowiada: „myślę, że dość gładko, bo ja mam więcej informacji”. Skoro odejście w niebyt ludzkiej cywilizacji jest nieuniknione, to czym my się tak przejmujemy?

W tej perspektywie szarpanie się, czy czarne jest czarne a białe białe, jest tak samo mądre jak wysiłki muchy, która właśnie obserwuje, żeby dokopać pająkowi. W mojej leśniczówce, do której udałem się, żeby usunąć z pamięci obraz zwalczających się plemion, las pachnie jesienią. Znalazłem cztery kanie czubajki. Upieczone na masełku robią się pyszne. Zapaliłem świeczki. W mojej leśnej ostoi nie ma elektryczności. Mrok za oknem zamienił się w czerń. Przez ciszę suną kropelki mżawki. Spod kuchennej płyty migają płomyki palących się bierwion. Jakby mniej zależy mi, czy komputery będą czułe albo wyrozumiałe dla ustępującej ludzkości. Chciałbym wiedzieć, czy drzewa bez liści porozumiewają się tak samo jak z liśćmi. Nie powiem, ucieszyłem się, że „straszny dziadunio” pomoczył w drugiej turze w mniejszych miastach. Też. Nie tak łatwo rozstać się ze sobą.

Jerzy Dzięciołowski

Polub nas i obserwuj

Tu też jest miejsce na twoją reklamę

Porozum się z redakcją!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


wp-puzzle.com logo

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.