Marcin Makowiecki, Lech Parzuchowski: Rolnictwo – zawód ryzykowny ?

Miejsce na reklamę

Tu jest miejsce na twoją reklamę.
Print Friendly, PDF & Email

Rolnictwo, produkcja żywności zawsze była obarczona ryzykiem. W dawnych czasach największe zagrożenie na ogół wiązało się ze zmianami atmosferycznymi: suszą, powodziami, nadmiernymi opadami, a także nieurodzajem, nie mówiąc o skutkach konfliktów, wojen, epidemii i innych niekorzystnych zdarzeń.

Z czasem rolnicy nauczyli się minimalizować skutki niekorzystnych dla produkcji zjawisk. I chociaż nigdy nie uda się całkowicie wyeliminować tych zagrożeń, to jednak w szeroko rozumianej polityce gospodarczej, w tym rynkowej, można stosować różne metody i instrumenty które pozwalają ograniczać skutki tego ryzyka. Niektóre kraje o gospodarce wolnorynkowej stworzyły rozwinięte systemy ograniczania ryzyka producentów, polegające na stabilizacji dochodów (ale nie przychodów i cen). Problem ryzyka jest nadal aktualny – był jest i będzie zawsze towarzyszył działalności produkcyjnej w gospodarce rolnej i w sektorze żywnościowym.

Bardzo dobrze, że Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – PIB zorganizował, w listopadzie br., międzynarodową konferencję pt. Ryzyko w gospodarce żywnościowej – teoria i praktyka. Przedstawione na niej opracowania zawierają przegląd metod i środków zapobiegania lub minimalizowania ryzyka oraz zagrożeń w produkcji rolniczej i żywnościowej. Nauka i praktyka zna ich wiele: system ubezpieczeń, analiz ekonomicznych i prognoz, środki techniczne, osiągnięcia nauk przyrodniczych i biotechnologii itd. itd.. Rzecz w tym, jak to wszystko wykorzystuje się w praktyce. Wiemy na ten temat już bardzo dużo, znamy różne systemy poczynając od stosowanych przez farmerów amerykańskich – którzy powiązani są z rynkami finansowymi i wykorzystują ich instrumenty, np. giełdy towarowe – aż po środki polityki rolnej i interwencjonizm państw lub ugrupowań takich jak Unia Europejska i jej wspólna polityka rolna. Polskim politykom i producentom przydałby się podręcznik, coś w rodzaju przewodnika, który pokazywałby te systemy. Wtedy może mieliby lepsze podstawy merytoryczne do podejmowania decyzji.

Globalizacja i polityka

Na konferencji IERiGŻ mówiono o „tradycyjnych” i nowych, współczesnych zagrożeniach oraz o metodach minimalizowania ich skutków. Dzięki udziałowi naukowców zagranicznych można było usłyszeć jak radzą sobie z tymi problemami rożne kraje.

Nadzwyczaj aktualnym wątkiem obrad był przegląd zagrożeń wynikających z tendencji rozwoju gospodarki światowej, m. in. takich jak globalizacja. Zdaniem prof. Andrzeja Kowalskiego, dyrektora IERiGŻ, w ostatnich latach nastąpiła znaczna kumulacja czynników ryzyka. Jesteśmy świadkami wielkich konfliktów zbrojnych. Gospodarka żywnościowa, głównie europejska, odczuwa skutki embarga wprowadzonego przez Rosję (kraj ten importował ok. 50 proc. spożywanej żywności). Być może Rosja, stosując restrykcje handlowe, kupowała sobie czas, stworzyła w ostatnich latach szeroki plan rozwoju rolnictwa i przemysłu żywnościowego. W Unii Europejskiej należy spodziewać się także zmian w dotychczasowej wspólnej polityce rolnej, z powodu presji innych potrzeb. Trzeba przypomnieć, że nakłady na sektor rolno-żywnościowy pochłaniały dawniej ok. 75 proc, a obecnie ok. 38 proc. unijnego budżetu. Wydarzenia polityczne takie jak Brexit, niepewny wynik wyborów we Francji i inne, także mogą wpływać na kształt rolnej polityki Wspólnoty. Dużym ciosem dla gospodarek Unii i USA może być również rezygnacja z umowy TTIP, z którą wiązano ogromne nadzieje.

Kumulacja tych wydarzeń wskazuje, że instrumenty polityki rolnej i metody administracyjnych interwencji to nie jedyne sposoby, które mogą być skuteczne w ograniczaniu ekonomicznego ryzyka w rolnictwie. Globalne, nieprzewidywalne wydarzenia mogą rujnować najlepsze nawet metody interwencji. Mimo to, nie można ich odłożyć do lamusa, a wręcz przeciwnie, trzeba ten dorobek chronić i kultywować. Dzięki nauce ekonomii i zarządzania oraz organizacji rynku powstały metody i instrumenty, które pozwalają skutecznie ograniczać ryzyko bez znaczącego zaangażowania budżetu państwa. Jest to niewątpliwy dorobek najbardziej rozwiniętych krajów, ale niestety nie wszystkich. Taki model interwencji jest zgodny z fundamentalną zasadą liberalnej gospodarki. Jak stwierdził bowiem prof. Włodzimierz Rembisz nadmierna troska państwa zwalnia producentów od poszukiwania rynkowych metod skutków ograniczania ryzyka.

Otwarte rynki

Na co „od zawsze” są narażeni producenci rolni w kontaktach z rynkiem? Istnieje niepewność co do poziomu cen bieżących i ich przyszłości. Mogą następować zmiany cen środków produkcji, które powodują wzrost kosztów i obniżenie dochodów (niekorzystne relacje cen płaconych i uzyskiwanych przez producenta rolnego). W małym stopniu i nie zawsze rolnik może kompensować niekorzystne zmiany przez poprawę efektywności produkcji, bowiem i to wymaga dodatkowych kosztów. Pewną niedoskonałością w naszym rolnictwie jest słabość systemu prognoz ekonomicznych. Nauka, organizacja rynków, postęp techniczny i technologiczny pozwalają jednak współcześnie stosować różne instrumenty analiz, prognozowania, metod interwencji i ubezpieczenia produkcji. Dla rolników w wielu rozwiniętych krajach powszechnym instrumentem zabezpieczenia stabilności są np. metody futures, opcje i inne stabilizujące dochody, czego przykłady są w USA i w Kanadzie , natomiast w UE sytuacja jest zróżnicowana. Wynika to m. in. z historii poszczególnych krajów. Na przykład w Holandii z powodzeniem działają giełdy towarowe, obok stosowania zunifikowanych systemów interwencji rynkowych ustalanych dla wszystkich członków Wspólnoty.

W tym kontekście wiele do myślenia daje analiza ryzyka kursowego w naszym handlu zagranicznym produktami rolno-spożywczymi (dr Łukasz Ambroziak , dr Iwona Szczepaniak). W sytuacji Polski która, jak wiadomo, zrezygnowała z do akcesji do strefy euro, jest to jedno z fundamentalnych zagrożeń. Wynika ono z natury rynku walutowego i z powodu zmienności kursów. Może to przynosić naszej gospodarce korzyści lub straty. Trzeba tu dodać, że około 80 proc. naszego eksportu rolno-spożywczego trafia na rynek unijny. Handel tymi towarami stał się jedną z naszych narodowych specjalności i w ostatnich latach przynosi całej gospodarce ogromne korzyści w postaci rosnącej nadwyżki wpływów z eksportu nad importem.

Zdobyczą Unii Europejskiej jest niewątpliwie zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego w krajach Wspólnoty, a więc dostępność żywności i znormalizowany system jakości, o czym mówił prof. Bernardo Reynolds Pacheco de Carvalho z uniwersytetu w Lizbonie. Zwrócił uwagę, że takie bezpieczeństwo zapewnia dominacja gospodarstw rodzinnych w rolnictwie europejskim. Ich istnienie jest czynnikiem stabilizującym i zwiększającym odporność unijnego rolnictwa na wahania sytuacji rynkowej. Z tego wynika, że systemy interwencji powinny być budowane przez społeczeństwo obywatelskie (z uwzględnieniem potrzeb i zachowań konsumentów), a nie tylko przez środki publiczne.

Ubezpieczenia

Produkcja rolna i żywnościowa jest szczególnie podatna na zagrożenia jakie stwarza otoczenie ekonomiczne i instytucjonalne. Opisują to autorzy opracowania przedstawionego na konferencji ( prof. Jacek Kulawik, dr Joanna Pawłowska-Tyszko, dr Michał Soliwoda). Uważają, że warunkiem ograniczenia ryzyka w skali makro jest odpowiednie zarządzanie przepływami materiałów, informacji i kapitału, kooperacja między jednostkami oraz integracja celów ekonomicznych, środowiskowych i społecznych. Sytuacja dostawców surowców jest trudna, zwłaszcza gdy gospodarstwa są rozdrobnione. Stwarza to pokusę dla władz publicznych, aby w różny sposób poprawiać sytuację rolnictwa, np. zmniejszać ryzyko produkcyjne. Nie jest to jednak łatwe i nie gwarantuje pozytywnych skutków.

Szczególną i najbardziej znaną, najpowszechniej stosowaną formą zapobiegania zagrożeniom losowym i ich skutkom dla producentów jest system ubezpieczeń. W Polsce z takich ubezpieczeń może korzystać tylko około 10 proc. rolników, którzy mogą otrzymać ulgę z budżetu państwa do 65 proc. ceny zapłaconej składki. Mimo tych ulg liczba ubezpieczonych jest mała, ponieważ w budżecie brak środków na dopłaty, a stawki ubezpieczeniowe są wysokie. Ubezpieczyć można straty w produkcji roślinnej i zwierzęcej. Ubezpieczenia takie prowadzą w kraju zaledwie 3trzy towarzystwa. Istniejący system nie uwzględnia innych zagrożeń np. ekonomicznych w produkcji rolnej.

Jak z tego wynika, utrzymuje się dysproporcja między rozpoznaniem problemu ryzyka a wprowadzaniem metod jego ograniczania. Jest to niewątpliwie wyzwanie dla polityki publicznej. Istnieje bowiem duża dysproporcja między teorią a możliwością jej zastosowania – zwrócił na to uwagę prof. Andrzej Czyżewski. Nie mamy jasnego obrazu jaka powinna być rola i udział państwa w systemie ubezpieczeń w rolnictwie. Na przykład, w Kanadzie i w USA, gdy występują zagrożenia, ten udział sięga nawet 70 proc.. Pozytywnym przykładem poszukiwań najlepszego systemu ubezpieczeń produkcji rolniczej są Węgry. System przewiduje dopłaty państwa do składki rolników. Obowiązuje on na całym terytorium kraju Rekompensaty wypłacane są za szkody spowodowane niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi, np. przymrozkami, gradobiciem, podtopieniami. W przyszłości do tego systemu będą wprowadzone nowe elementy dotyczące stabilizacji dochodów, np. w produkcji zwierzęcej. Węgry proponują wprowadzenie jednolitego, unijnego systemu zarządzania ryzykiem w rolnictwie.

Bardziej zaawansowany jest system ubezpieczeń rolnych w Austrii. Po pierwsze jest on bardzo prosty. Na terenie całego kraju działa jedna firma ubezpieczeniowa. Prowadzona jest rachunkowość rolna, która pozwala na ocenę efektywności. Gospodarstwa otrzymują również prognozy ekonomiczno – produkcyjne. Analizowane są koszty, technologia i potencjalne zagrożenia. W przypadku strat, niezależnych od producentów, otrzymują oni odszkodowania pod warunkiem jednak, że spełnili wcześniej określone kryteria. Austriackie władze chcą doskonalić ten system. Sądzą jednak, że potrzebna jest specjalna dyrektywa UE, która zapewni równe szanse rynkowe unijnym producentom.

Niektóre kraje unijne, np. Czechy, kładą nacisk na prognozowanie zmienności cen w produkcji rolniczej. W tym celu można wykorzystać modele matematyczne dla wszystkich dziedzin tej produkcji. Współczesne metody komunikacji odgrywają coraz większą rolę w planowaniu działalności gospodarstw. Prognozy rynkowe są przekazywane producentom, co z pewnością ułatwia podejmowanie decyzji.

Bardzo charakterystycznym przykładem zagrożeń w którym kumulują się czynniki rynkowe, sanitarne, kursowe i technologiczne jest polska produkcja żywca wieprzowego. Jak wiadomo, istniejący system nie zapewnia stabilnego poziomu tej produkcji. Podlega ona tzw. cyklom świńskim. Amplituda wahań pogłowia mieści się w granicach od minus 15 do plus 20 proc.. Nie jest to tylko polski problem, podobne wahania występują we wszystkich krajach. Wobec tego stosuje się różne metody ograniczania tego ryzyka. Np. w Kanadzie istnieje specjalny system ubezpieczenia, którego część finansuje państwo. W USA stosowane są metody rynkowe. W Polsce – interwencyjne zakupy, które jednak nie stabilizują cen żywca. W całej Unii Europejskiej wprowadzono dopłaty do prywatnego magazynowania wieprzowiny, jednak dotyczy to tylko około 2 proc. produkcji. W sumie są to metody mało skuteczne a ryzyko ponosi producent. W Polsce ryzyko tej produkcji dodatkowo wynika z zależności od cen występujących w krajach UE oraz kursu walutowego euro/złoty. Szczególnie niebezpiecznie dla naszego rynku jest inne, poważne zagrożenie – pojawienie się afrykańskiego pomoru świń – ASF. Konsekwencją tej epidemii jest wprowadzane embargo na eksport polskiej wieprzowiny, co spowodowało drastyczny spadek cen do poziomu 3,8 zł/kg żywca w 2015 roku. Eksport może być wznawiany dopiero po 3 miesiącach od stwierdzania wygaśnięcia ostatniego ogniska choroby i 12 miesięcy od pojawienia się ostatniego zakażonego dzika. Tych strat nie rekompensuje system ubezpieczeń ( tylko 0,14 proc pogłowia jest ubezpieczone, a płacona składka wzrosła 2 – krotnie). W rezultacie pogłowie trzody chlewnej zmniejszyło się do 10 mln z 18 mln sztuk w 2006 roku).

Dr Danuta Zawadzka uważa, że najważniejsze przyczyny tego kryzysu to: relatywny spadek cen trzody w stosunku do cen zbóż i pasz, wyższe ceny prosiąt (importowanych), rozproszenie i mała skala produkcji, a także nierealizowanie koniecznych zmian w technologii. Warto wiedzieć, że np. w Niemczech jest 25 tys. ferm, a u nas 175 tysięcy.

GMO samo zło

Organizatorzy konferencji IERiGŻ umożliwili przedstawienie swoich poglądów przeciwnikom wprowadzania współczesnych osiągnięć biotechnologii do rolnictwa. To sławna już u nas debata o GMO. Jak wiadomo, polski parlament w 2006 roku przyjął ustawę zakazującą uprawy, wykorzystywania i wprowadzania do obrotu roślin genetycznie zmodyfikowanych. Według niej, Polska ma być krajem wolnym od GMO. Zrobiono wyjątek, już wkrótce po przyjęciu ustawy zniesiono embargo na import modyfikowanej soi i śruty sojowej niezbędnej w produkcji pasz wysokobiałkowych dla drobiu i świń. Przeważyły względy ekonomiczne, m. in. zagrożenie dla tych kierunków produkcji. W kolejnej nowelizacji ustawy, z 2016 roku, wprowadzono odroczenie zakazu wytwarzania, wprowadzania do obrotu i stosowania w żywieniu zwierząt pasz genetycznie zmodyfikowanych o następne 4 lata, tj. do 1 stycznia 2021 roku.

Przeciwnicy GMO nie „składają jednak broni”. Ich poglądy zrelacjonowali na konferencji dr Konrad Prandecki, dr Wioletta Wrzaszcz i prof. Józef Zegar. Według koncepcji przeciwników GMO, istnieją następujące zagrożenia: środowiskowe (degradacja różnorodności biologicznej, zaburzenie funkcjonowania ekosystemów), społeczne (brak akceptacji – 55 proc. to przeciwnicy), zdrowotne dla społeczeństwa ( alergie, zanieczyszczenie krwi, problemy z płodnością) i gospodarcze ( bezpieczeństwo żywnościowe, uzależnienie od wielkich korporacji międzynarodowych dotyczące sfery prawnej i finansowej). Przeciwnicy GMO oskarżają również wielkie, międzynarodowe korporacje o ingerencje w publikacje naukowe i uzależnianie naukowców od funduszy prywatnych. W konkluzji, przeciwnicy wzywają do rygorystycznego zachowania umiaru w podejmowaniu decyzji dotyczących wprowadzania GMO do środowiska, produkcji, konsumpcji a także badań naukowych.

Argumenty przeciwników GMO wywołały sprzeciw – wróciliśmy do dyskusji toczącej się od wielu lat. Przypomnijmy zatem, w największym skrócie, osiągnięcia w tej dziedzinie. Badania biotechnologiczne należą do największych sukcesów nauki współczesnej nauki: w produkcji rolniczej, medycynie, technice. Budzi to nadzieję na możliwość wyżywienia wzrastającej ludności świata, jej zdrowia i wprowadzenia do powszechnego użytku nowych materiałów oraz technologii.

Druga grupa argumentów, szczególnie ważna dla Polski, dotyczy m. in. produkcji zwierzęcej i eksportu rolno – spożywczego. Są w tym przesłanki ekonomiczne i zdrowotne. Podstawowym problemem polskiej produkcji zwierzęcej jest deficyt białka paszowego. który w dużym stopniu niwelowany jest importem 2,1 mln. ton śruty sojowej. Na świecie, prawie w całości, produkuje się soję modyfikowaną genetycznie. Zakaz importu tych pasz do Polski spowodowałby głęboki kryzys w produkcji zwierzęcej i znaczny spadek eksportu, a także wzrost cen na rynku krajowym. Analizy naukowców wskazują, że może to być realne zagrożenie dla krajowej gospodarki żywnościowej. A jednocześnie zakaz stosowania pasz GMO w Polsce nie zabezpieczy krajowych konsumentów przed spożywaniem żywności wytwarzanej z udziałem importowanych produktów GMO, a jedynie spowoduje wzrost cen żywności na naszym rynku. Druga grupa argumentów za wykorzystywaniem produktów z GMO w żywieniu zwierząt jest rezultatem wieloletnich badań renomowanych placówek naukowych – Instytutu Zootechniki i Instytutu Weterynarii. Wynika z nich, że analizy krwi, mięśni zwierząt, mleka i jaj nie wykazały obecności zmodyfikowanego kwasu DNA przenoszącego informację genetyczną zwierząt żywionych paszami zawierającymi GMO.

Jeszcze jedna ważna informacja dla przeciwników GMO. Ponad połowa światowych upraw bawełny pochodzi z Chin (80 proc. to uprawy GMO) i Indii (ponad 93 proc. ). Natomiast w USA aż 94 proc. upraw to również bawełna modyfikowana genetycznie. Czy chcielibyśmy zrezygnować z praktycznej odzieży bawełnianej ?

Co nas czeka…

zastanawiał się w erudycyjnym wystąpieniu prof. Wojciech Józwiak (przygotowanym wspólnie z prof. Wojciechem Ziętarą i mgr Zofią Mirkowską). Żyjemy w epoce dominacji pokolenia kryzysu społecznego i musimy liczyć się z tym, że świat będzie bardziej turbulentny niż ten, który znamy, ten sprzed kilku lat. Bezsensem byłoby zatem przewidywanie ryzyka na podstawie przeszłości.. Dotyczy to także ważnych decyzji inwestycyjnych.

W rolnictwie rozwój gospodarczy będzie hamowany postępującymi niekorzystnymi zmianami klimatu i rosnącymi materiałowymi kosztami produkcji spowodowanymi trudniejszym dostępem do innych surowców naturalnych niż rolnicze. Prawdopodobne będzie w rezultacie

ograniczenie tempa rozwoju społeczno – gospodarczego świata, najprawdopodobniej również Polski, w tym sektora rolno – żywnościowego.

Czy można więc dziś powiedzieć coś rozsądnego i optymistycznego o stanie gospodarki w 2025 roku? Byłoby to trudne, bo na pewno tylko wiadomo, że przed nami jest kilkanaście lat trudniejszych niż w ostatnim półwieczu.

Marcin Makowiecki, Lech Parzuchowski

Polub nas i obserwuj

Tu też jest miejsce na twoją reklamę

Porozum się z redakcją!